Tadeusz Gajewski
  Spacer po Krośnie -Memoria nostri durabit , si vita meruimus.
 
Memoria nostri durabit , si vita meruimus.
 
 
Popołudnie zapowiadało się leniwie, jak to końcem lata zazwyczaj bywa. Najedzeni obywatele królewskiego grodu, smętnie, z nogi na nogę rozkręcali się do popołudniowego spaceru po starym mieście. Sennie tak, można stracić kontrolę nad upływającym czasem, zamyślić się, zapatrzyć na wolno sunące po niebie cumulusy, raz po raz odsłaniające słoneczną tarczę. Z tego błogostanu niczym cięciem katowskiego miecza wyrywa mnie czyjś chropawy głos w formie zdecydowanie pytającej: „przepraszam pana, czy mógłby mi pan powiedzieć która godzina jest obecnie?”. Odruchowo podniosłem nadgarstek do oczu…  Przecież od lat nie noszę zegarka. Szybko przeniosłem wzrok na budynek rektoratu PWSZ, dawniej będący siedzibą magistratu. Wskazówki starego zegara z pewnością nie wskazywały obecnej godziny, spojrzałem w lewo, zegar na farnej dzwonnicy również w stanie zdecydowanego spoczynku. Nie pozostało nic innego, tylko rozłożyć ręce w geście totalnej rezygnacji. Smutne to  w mieście, kiedyś sławnym z produkcji wspaniałych zegarów wieżowych.
                Przenieśmy się zatem w czasie i przestrzeni pięć kilometrów na północ od krośnieńskiego rynku, do domu „Pod Lipą” w Korczynie. Tam to 19 lipca Roku Pańskiego 1864, w szacownej mieszczańskiej rodzinie Mięsowiczów, od pokoleń trudniącej się rzemiosłem, przyszedł na świat nowy obywatel. Na chrzcie dano mu imię Michał. Chłopiec dorastał w cieniu zegarmistrzowskiego zakładu swojego ojca i zgodnie ze starą cechową tradycją, gdy tylko ukończył lat trzynaście, rozpoczął naukę rzemiosła. Pięć długich lat pobierał nauki pod bacznym okiem rodziciela, by w 1883 roku, złożywszy stosowne egzaminy uzyskać tzw. „wyzwolenie” i tytuł czeladnika. Kultywowane od wieków średnich cechowe tradycje nakazywały świeżo wyzwolonemu czeladnikowi udać się w świat, by pogłębiać wiedzę u innych mistrzów. Ten etap nauki nazywany „wędrówką” zaprowadził adepta zegarmistrzowskiego fachu najpierw do Pragi a następnie do Wiednia. Uzyskawszy stopień mistrzowski ambitny pan Michał nie spoczął na laurach, zafascynowany zegarami wieżowymi podjął pracę w renomowanej, słynnej fabryce zegarów wieżowych „Emil Schauer”. Dzięki tej pracy mógł się zapoznać z najnowszymi technologiami i nabrać wiedzy oraz umiejętności, które z czasem zapewniły mu miejsce w historycznych annałach. Wrócił pan Michał z wojaży bogatszy o wiedzę oraz doświadczenie i osiadł w Krośnie.


Dom z Zegarem


Tutaj poślubił pannę Annę Sokołowską i wybudował okazały dom  naprzeciw Pałacu Biskupiego. W 1890 roku uruchomił w tym budynku zakład zegarmistrzowski a bliżej rynku sklep. Można by rzec sielanka, tym bardziej, że 1 października 1896 roku urodził mu się syn Eugeniusz, późniejszy bohater legionów, wojny polsko bolszewickiej i kawaler orderu virtuti militari. Naszemu zegarmistrzowi marzyły się jednak zegary wieżowe. Jako, że pochodził z Korczyny, miasteczka znanego z upartych w dążeniu do celu ludzi, już w Roku Pańskim 1901 otworzył w swoim domu Pierwszą Krajową Fabrykę Zegarów Wieżowych. Tak się złożyło, że w Królestwie Galicji i Lodomerii nie miał konkurencji a kraj dzięki przemysłowi naftowemu dynamicznie się rozwijał i podnosił z upadku, zapotrzebowanie na zegary wieżowe było ogromne. Zegary Mięsowicza jakością nie odbiegały od produktów zagranicznej konkurencji, przy tym były znacznie tańsze. W ciągu pierwszych sześciu lat fabryka wyprodukowała 71 mechanizmów. Zwieńczeniem sukcesu był zloty medal na wystawie w Paryżu w 1908 roku.  Brązowy medal fabryka zdobyła na targach w Poznaniu w 1929 roku. Łącznie w zakładzie wykonano 280 zegarów wieżowych. Pan Michał był niezwykle aktywnym obywatelem Królewskiego Wolnego Miasta Krosna. Od 1907 roku był rajcą miejskim. Działał w komitecie powołanym do założenia szkoły ślusarskiej, jako radny przyczynił się do ponownego uruchomienia szkoły przemysłowej. Przez szereg lat był egzaminatorem w komisji czeladniczej a w latach 1928- 1932 pełnił funkcję Cechmistrza Cechu Wielkiego . Godność wiceburmistrza miasta Krosna sprawował w 1933roku. Zegar umieszczony na budynku dawnego magistratu w rynku był darem Michała Mięsowicza dla miasta. Najwspanialszy zegar, który Mistrzowi Michałowi przyniósł uznanie w świecie, do dziś cieszy oczy oraz uszy mieszkańców Szamotuł. Tam bowiem, w starym wielkopolskim miasteczku,  został zamontowany na wieży Kościoła Kolegiackiego jedyny zegar z muzyką dzwonową.

            Niestety, ciężka i długotrwała choroba sprawiła iż 25 marca 1938 roku odszedł na zawsze twórca i właściciel pierwszej Krajowej Fabryki Zegarów Wieżowych w Krośnie.  Fabryka umarła wraz z jej twórcą. Przez szereg lat tradycje rzemieślnicze kultywowała jego druga żona Adela, która uzyskawszy tytuł mistrzowski prowadziła warsztat zegarmistrzowski.
Spacerując uliczkami starego miasta zwróćmy uwagę na cztery wieżowe zegary, cztery wspaniałe mechanizmy zainstalowane na budynkach: sądu, dawnego magistratu, wieży farnej i muzeum rzemiosła. Liczę na to, że jak przed laty, znowu ich wskazówki ruszą w poszukiwaniu czasu.
 No tak, czas płynie a ja bez zegarka… Zaraz, zaraz, przecież w obecnych czasach, wyposażony we wszelakie „bajery” telefon komórkowy zastąpił również zegarek. Sięgam do kieszeni i wyjmuję tę współczesną smycz, bez której żadna szanująca się kobieta nie wypuści męża z domu. Wszak zawsze, dzięki temu „ustrojstwu” może sprawować kontrolę nad spacerującym po pełnym wszelakich pokus mieście małżonkiem. Zerkam na wyświetlacz telefonu, cyferki oznaczające godziny i minuty są, lecz jakieś dziwnie zamazane. No tak, teraz wszystko jest robione dla młodych, zdrowych i wyposażonych w sprawne oczy. Bez okularów ani rusz, gdy w rubryce „wiek” wpisuje się najpierw czwórkę albo piątkę a liczba lat dwucyfrowa. Mówisz „okulary” – myślisz – Gonet. Tak było w Krośnie odkąd sięgam pamięcią. Moi dziadkowie chodzili po szkła do Goneta, podobnie rodzice. Nogi same prowadzą na ul. Franciszkańską 9 . To tutaj kilka pokoleń krośnian zaopatruje się w oprawione w metal czy tworzywo sztuczne, szkła korekcyjne, czy malutkie szkiełka kontaktowe. Poszukajmy źródeł, przenieśmy się znowu w wiek dziewiętnasty do sąsiedniego miasteczka czyli leżącej pięć kilometrów na północ Korczyny. Tamtejszy mieszczanin Jędrzej Gonet własnoręcznie skonstruował i zbudował zegar z mechanizmem zębatym, napędzany wiszącym na łańcuszku kamieniem. Wszak był bratem nadwornego, cesarsko królewskiego zegarmistrza, który jak przystało na swoją pozycję, zajeżdżał do Korczyny powozem zaprzężonym w szóstkę koni, odziany w futro z soboli.




Założona przez Jędrzeja w roku 1885 firma zegarmistrzowsko jubilerska, mieszcząca się w korczyńskim rynku, funkcjonowała prowadzona przez jego syna Józefa do czasów powojennych.



W ślady dziadka i ojca poszedł następny potomek rodu Gonetów – Władysław. W roku 1930 zdobył dyplom czeladniczy. Marzeniem Władysława były studia na politechnice, niestety zakład zegarmistrzowski ojca z trudem utrzymywał liczną rodzinę. Wyjechał zatem do Warszawy, gdzie ukończywszy kursy dokształcające uzyskał dyplom majstra i pracował w zakładach lotniczych. Tam ożenił się z Anielą Sławińską. Ostatecznie wybuch wojny zniweczył dalsze plany edukacyjne. Gdy popadł w tarapaty i musiał uciekać przed Niemcami, schronił się wraz z żoną w Korczynie.                             Jako, że wdowa po panu Michale Mięsowiczu – Adela, potrzebowała dobrego zegarmistrza, do końca wojny pracował w jej warsztacie przy ulicy Sienkiewicza w Krośnie, podczas gdy ojciec w korczyńskim warsztacie przyuczał do zawodu jego brata Tadeusza.


członkowie cechu w Korczynie



W 1946 roku Pan Władysław otworzył własny warsztat przy ul Ordynackiej. Wtedy też otrzymał propozycję na przekwalifikowanie. Podczas gdy zegarmistrzów w okolicy nie brakowało, to w siedmiu okolicznych powiatach nie było zakładu optycznego. Wyjątkowe zdolności manualne sprawiły, że sam zbudował pierwsze szlifierki, zdobył potrzebne narzędzia i zaczął nowy rozdział w swoim rzemieślniczym życiu oraz dał początek krośnieńskiej dynastii optyków. W 1949 roku zakupił od Mośka Pasternaka kamieniczkę przy ulicy Franciszkańskiej 9, gdzie do dzisiaj funkcjonuje zakład optyczny Goneta. Jako, że Władysław nigdy nie zdołał zrealizować swoich marzeń o wyższych studiach, piątka jego dzieci otrzymała staranne wykształcenie. Irena została architektem, Halina lekarzem, Zofia ekonomistką, Wiktor pracownikiem naukowym, zaś najmłodszy – inżynier Andrzej Gonet przejął schedę po ojcu i kultywuje rzemieślnicze tradycje wprowadzając do zawodu optyka kolejnych członków klanu Gonetów czyli swoich siostrzeńców, Marka Głodzika oraz Piotra Buszkiewicza. Obecnie w rękach potomków prekursora krośnieńskiej optyki – Władysława Goneta funkcjonuje kilka dobrze prosperujących zakładów. Pan Andrzej twierdzi, że na tym jeszcze nie koniec, bowiem jego córki również zamierzają podążać śladami przodków oraz kuzynów i zająć się okularowym fachem. Jako, że tradycją krośnieńskiego rzemiosła jest aktywność społeczna, Andrzej Gonet wraz z żoną  działają w Stowarzyszeniu Świętego Ekspedyta, które między innymi w cyklicznych aukcjach dzieł sztuki zdobywa środki na operacje dla dotkniętych przez los dzieci oraz funduje stypendia czy instrumenty muzyczne dla wyjątkowo uzdolnionych, ubogich uczniów szkoły muzycznej.


Andrzej Gonet



Odwiedzając zakład przy ulicy Franciszkańskiej 9 nietrudno zauważyć postęp jaki nastąpił w ciągu kilkudziesięciu lat. To już nie jest ten warsztat jaki pamiętam z czasów, gdy będąc małym chłopcem rodzice zabierali mnie do Goneta po okulary dla starszej siostry. Teraz to naszpikowane elektroniką laboratorium, wyposażone w komputerowy sprzęt. Czterdzieści lat temu pan Władysław przystawiał do oczu linijkę aby zmierzyć rozstaw źrenic, teraz pan Andrzej przystawia do głowy coś przypominające lornetkę a w rzeczywistości będące skomplikowanym elektronicznym przyrządem. Każe siadać wygodnie przed innym urządzeniem, przycisnąć głowę do obudowy i natychmiast komputer bada ostrość wzroku.
Gdzie więc podział się dawny świat rzemiosła, czyżby odszedł wraz ze starymi mistrzami? Tylko pozornie. Wróćmy zatem na ulicę Piłsudskiego do słynnego „Domu z Zegarem”. Pewnie do dzisiaj była by to czynszowa kamienica, gdyby nie pan Józef Cisowski – Starszy Cechu Rzemiosł Różnych w Krośnie. W jego głowie narodził się pomysł aby zachować dla potomnych choćby cząstkę tego zaginionego świata czyli starego krośnieńskiego, tradycyjnego rzemiosła. Po wielu staraniach, przy wsparciu innych członków cechu udało się panu Józefowi pozyskać siedzibę dawnej Fabryki Zegarów Mięsowicza na potrzeby Muzeum. Po gruntownym remoncie, adaptacji wnętrz oraz zebraniu eksponatów, które w większości były darami krośnieńskich oraz okolicznych rzemieślników, została powołana Zarządzeniem Prezydenta Miasta Krosna 1 VII 1989r.ta szacowna placówka kulturalna.
Spacerując nocą po starym mieście warto przyjrzeć się budynkowi muzeum. Wielokrotnie, gdy zdarzyło mi się spoglądać na skąpany w księżycowym srebrze „Dom z Zegarem” , zawsze jakiś dziwny cień manipulował wskazówkami na zegarowej tarczy. Czyżby duch Mistrza Michała Mięsowicza doglądał wiekowego mechanizmu? Pani dyrektor Ewa Mańkowska wspominała, że niejednokrotnie pracując na pięterku do późnej nocy, była zaskakiwana dziwnymi , nienaturalnymi odgłosami. Jako osobie starannie wykształconej i piastującej wysokie, związane z nauką stanowisko, nie wypadało mówić o duchach, jednak starzy krośnianie już dawno mawiali, że po budynku zawsze krzątał się niespokojny duch pani Adeli Mięsowiczowej. No bo co jest warte muzeum bez duchów dawnych gospodarzy?
Czas kończyć ten spacer, bo już chyba pora kolacji. No tak, a ja nadal nie wiem która godzina… No cóż zakochani czasu nie mierzą, zwłaszcza ci pałający afektem do Królewskiego Wolnego Miasta Krosna i jego wspaniałych okolic.
 
Tadeusz Gajewski
 

 
  stronę odwiedziło już 33301 odwiedzający (75017 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=