Tadeusz Gajewski
  Ziemia krosnieńska
 





Ziemia krośnieńska
 

Posłuchajcie, Dzieci Drogie,
opowieści o tej ziemi,
gdzie wam płyną chwile błogie,
pośród przodków sławnych cieni.

Modry Wisłok wody toczy
przez kraj piękny, kraj uroczy -
zakolami niby żmija
średniowieczny gród omija.

Jak kroniki mówią stare,
przed tysiącem lat w tę ziemię
Święty Wojciech zasiał wiarę,
nawracając polskie plemię.



Gdzie po trudach wędrowania
odpoczywał zmordowany,
według starych słów podania,
kościół stoi dziś drewniany.

Herb królewski gród posiada,
bo gdy była tu osada,
król Kazimierz przywędrował -
miasto murem obwarował.

By bezpiecznie spać do rana,
na noc wrota zamykano:
pierwsza to krakowska brama,
drugą zaś węgierską zwano.
 



Beczek z winem pełne składy,
na podcieniach rojno, żywo
i towarów pełne lady -
Węgierskiego Traktu żniwo.

Jezuici w wielkim trudzie
sławną szkołę zbudowali,
aby zdolni, młodzi ludzie
w niej nauki pobierali.

Zaś w Krakowskiej Akademii
był profesor sławny, znany;
to poeta, syn tej ziemi,
Pawłem z Krosna nazywany.

Miasto bardzo ucierpiało
od zarazy i pożarów
i najazdów moc przetrwało:
Rosjan, Szwedów i Tatarów...

Gdy Rakoczy śmierć roznosił,
urządzając krwawe jatki,
lud pobożny cud wyprosił
u Murkowej Bożej Matki.

Robert Portius z farnej nawy
wzrok surowy na nas kładzie,
byśmy godnych jego sławy
rajców mieli w miejskiej radzie.



Starą farę odbudował,
gdy ją pożar do cna strawił
i dzwonnicę ufundował -
szczodrość swoją tym objawił.

Jan Kazimierz Śląsk zostawił,
chcąc przepędzić Karolusa,
w murach Krosna się pojawił,
był goszczony przez Portiusa.
Grubym murem otoczony
kościół, co na chwałę pańską
przed wiekami był wzniesiony
przez wspólnotę franciszkańską,

do ascezy przywołuje.
Nagich cegieł zimny dotyk
surowością zaskakuje -
ścian strzelistych neogotyk.
 
Bracia mniejsi franciszkanie
opowiedzieć mogą wiele -
o swym bracie, Świętym Janie,
co zajmował u nich celę.
 
 
A kaplica przy kościele
swym wystrojem oczy pieści,
w lochach ma tajemnic wiele,
Oświęcimów groby mieści.

Krypta zimna i ponura
pod patyną wieków kryje
legendarną miłość, która
w opowieściach ludu żyje.


Na południe skieruj oczy!
Przed twym wzrokiem się nie schowa,
swą potęgą cię zaskoczy
wielki masyw - to Cergowa.


Za tą górą, w starej kniei,
jest pustelnia wszystkim znana,
miejsce wiary i nadziei -
erem to Świętego Jana.

Miejsce ciszy i spokoju...
Szept modlitwy w cieniu lasu...
Tylko szum świętego zdroju
pokazuje upływ czasu.



Od przełęczy wiatr zawiewa
i obija się po górach,
on legendy stare śpiewa,
co zaklęte w Dukli murach.
 
W rokokowym wnętrzu świątyni,
na pościeli z marmuru złożona -
śpi Amalia - dukielska władczyni
opiewana przez mistrza Mirona.
 
Teatrem cieni tańczą stawu wody,
mroczne misterium, sen o koronie,
spisek magnatów i nieszczęsne gody
i na poduszkach zaciśnięte dłonie.


Tytus, Klaudia, Celestyna,
z wnętrza ziemi woda zdrowa,
uzdrowiska mikroklimat -
to bogactwo Rymanowa.
 
Miał Rymanów, pewnie wiecie,
zacnych mieszczan długą listę
oraz sławnych w całym świecie
dwóch cadyków i noblistę.
 
Czas zaborów; ciężkie czasy.
Bieda piętnem region znaczy.
Wtedy przywędrował z Lwowa
Łukasiewicz, imć Ignacy.

Pan Ignacy pracowicie
olej skalny destylował.
Opłaciło się sowicie:
pierwszą lampę skonstruował.


Nowa świetność się zaczęła,
gdy na wzgórzach wokół miasta,
pośród pól, ogrodów, sadów
wież wiertniczych las wyrasta.

Każde dziecko wie to przecie,
jeśli Konopnickiej wierzyć,
krasnoludki są na świecie,
pomagają biednym przeżyć.


Żyła tutaj, niedaleko,
wśród zieleni drzew ogrodu,
nad Jasiołką, wartką rzeką -
dwór dostała od narodu.


Tam gdzie się krzyżują szlaki,
Miejsce jest Piastowym zwane.
Klasztor tam nie byle jaki,
sanktuarium w świecie znane.

Założyciel zgromadzenia:
postać święta, w nimb spowita,
biednych dzieci nauczyciel,
ksiądz Markiewicz - Michalita.

 
Fakt to wielkiego znaczenia,
być może o tym nie wiecie;
pierwsze legionów ćwiczenia
odbyły się w naszym powiecie.
 
Że tchórzliwi krośnianie nie byli,
z komendantem związali swój los
i w masowym zaciągu rzucili
swoje życie na ofiarny stos.

 

Gdy historię miasta czytasz,
duma twoja nie zanika;
miało Krosno wynalazcę -
pana Jana Szczepanika.

Tkackie krosna konstruował,
wizje miał techniki nowej
i teorię opracował
telewizji kolorowej.

Staś z Komborni w świat wyruszył.
Zasług jego długa lista...
Z podkrośnieńskiej chłopskiej chaty...
Pigoń - wielki humanista.

Wiele zrobił dla kultury,
był wybitnym profesorem,
znawcą był literatury,
historykiem, edytorem.


A za miastem, pośród lasów,
ujrzysz zamek okazały,
zrujnowany zębem czasu,
świetne rody w nim mieszkały:

Kamienieccy i Firleje,
Starowiejscy i Fredrowie;
w nocy pięknie zamku dzieje
Biała Dama wam opowie.

Blask księżyca w mury wnika,
cienie się ponure snują:
duch Rejenta i Cześnika
stare swe intrygi knują.

Mgła się ściele na doliny,
w górze stary las bogaty,
z dala błyszczą się łysiny,
skał strzelistych nagie gnaty.

Kiedyś w lesie tym trzy prządki
dnia świętego nie święciły,
plotąc w nić osnowy wątki,
w skały twarde się zmieniły.


Gdzieś w Korczynie stała chata,
zagubiona wśród zieleni.
Poszedł z niej na kraniec świata
wielki duchem - syn tej ziemi.

Pokłon Łukasiewiczowi złożył,
gdy w rodzinne wracał progi.
W meksykańskiej ziemi tworzył,
tam dokonał życia drogi.

On nie wiedział co to pycha,
bo przykładem był skromności.
Piękne wiersze Jana Zycha
darem są dla potomności.

 
Przez miasteczka i wioski wędrował
Nikifor - malarz z Krynicy,
klimat tej ziemi zachował
w swych dzieł bogatej skarbnicy.
 
On zawarł w swoich obrazach
łemkowski świat zaginiony,
geniuszem pędzla przekazał
pejzaż beskidzki, wyśniony.
 
Wiedział czym jest poniżenie,
poznał też głodu tortury.
Swoje łemkowskie korzenie
wniósł do światowej kultury.

 
Pan Kopernik na cokole,
co w promieniach lśni poranka,
patronując sławnej szkole -
dziełem Mistrza jest Kochanka.
 
Mistrz wciąż rzeźbił i malował,
sportretował wiele twarzy -
jako łotrów „ukrzyżował”
dwóch ze swoich adwersarzy.

 
Jasny promyk w ciężkich czasach
jak jutrzenka nam zaświtał,
kiedy w stare miasta mury
Papież Polak nam zawitał...

By z nadzieją i miłością
wiarę przodków nieść w pacierzu;
nigdy Krosno nie zapomni
o kochanym swym Papieżu.


Starych kronik żółte kartki
dumę naszych dziejów kryją.
płynie czas jak Wisłok wartki -
mury miasta kwitną, żyją.

Miasto tętni waszym życiem,
waszych smutków i radości.
A dzwon Urban swoim biciem
przypomina o przeszłości.

Woła swym szlachetnym głosem,
byście dumnie tutaj żyli.
I przejęci grodu losem
dawną świetność przywrócili.
 

Ziemia krośnieńska – ujmując rzecz historycznie, nigdy nie istniała jako jednostka administracyjna. Dawno to jedynie część ziemi sanockiej, zarządzanej przez starostów z grodu Grzegorza. Jednak dla nas, ludzi tutejszych, zawsze była. Wyznaczona biegiem rzek Wisłoka i Jasiołki, rozciągała się wzdłuż Traktu Węgierskiego, od Krosna po Przełęcz Dukielską. Obszar ten to część karpackiego tygla kultur: łaciński ołtarz wystawiony przed unicki ikonostas, taniec rymanowskich chasydów, niemiecko brzmiące nazwiska krośnieńskich kupców i rzemieślników, szlachetny pogłos farnych dzwonów, odlanych za pieniądze szkockiego emigranta Portiusa, nobilitowanego pod koniec życia do stanu szlacheckiego przez polskiego króla... To wreszcie tysiące turkoczących wozów z beczkami, wiozących zapach zempleńskiego słońca z tokajskich winnic.

 

Był rok 997. Z Pragi do Gniezna wyruszył pochodzący z książęcego rodu Sławnikowiców, spokrewnionego przez Dąbrówkę z rodem Piastów, biskup Wojciech, późniejszy patron narodu polskiego. Legenda mówi, że mąż ten przekroczywszy Karpaty stanął na popas nieopodal rolniczej osady zwanej Krostą, która na nie zalesionym wzgórzu leżała. Pomiędzy miejscem biwaku a rzeczonym siedliskiem w oddali wartkie wody toczyła rzeka kręta o stromych brzegach, dostępu do kmiecych domostw broniąca. Nikt nie wie, czy rzeczywiście św. Wojciech odpoczywał w tych stronach. Pewnym jest, że w miejscu tym dziś stoi jeden z najciekawszych obiektów sakralnej architektury drewnianej, wzniesiony w XV wieku na tzw. Przedmieściu Górnym – kościół p.w. Świętego Wojciecha.

 

W roku 1282 książę Leszek Czarny w sygnowanym przez siebie dokumencie użył nazwy Krosno, która zastąpiła starosłowiańską Krostę. Był to najstarszy zachowany tekst potwierdzający piastowskie korzenie grodu usytuowanego w widłach rzek Wisłoka i Lubatówki. Przełomem w historii Krosna była połowa XIV wieku. Wtedy to król Kazimierz Wielki, uznając strategiczne położenie i naturalnie obronne ukształtowanie terenu, dokonał lokacji miasta na prawie magdeburskim. W konsekwencji gród stał się jednym z 23 ośrodków, których fortyfikacje fundował Kazimierz Wielki. Od tego momentu zaczął się szybki rozwój gospodarczy. Wybudowano podwójną linię murów obronnych z basztami i dwiema bramami: od strony Przedmieścia Krakowskiego – bramą krakowską, a od strony Przedmieścia Węgierskiego– bramą węgierską. Rozmach fortyfikacji nobilitował miasto do grona najznamienitszych warowni europejskich, co potwierdzone zostało wzmiankowaniem w dziele Brauna i Hoghenberga „Civitates orbis terrarum”. Dzięki usytuowaniu przy Trakcie Węgierskim rozwijało się tu rzemiosło i handel. W XV wieku jako trzecie miasto w Rzeczypospolitej Krosno uzyskało przywilej Kazimierza Jagiellończyka pozwalający na budowę drewnianych wodociągów. Posiadało dwie szkoły. Wielu młodych ludzi studiowało też w Akademii Krakowskiej, gdzie wykładowcą został Paweł z Krosna –humanista, poeta pochodzący ze znaczącego rodu Proczlerów.

 

W roku 1614 podkomorzy sanocki Piotr Bal sprowadził do Krosna jezuitów, którzy wkrótce przystąpili do budowy szkoły. Z czasem kolegium jezuickie stało się jedną z najbardziej liczących się w kraju uczelni, odznaczających się wysokim poziomem nauczania, wielkim prestiżem.

 

Burzliwy rozwój miasta zakłócany był przez liczne pożary, najazdy wrogich wojsk, zarazę. W 1473 roku Tomasz Tarczay, stojący na czele wojsk węgierskich, próbował zdobyć Krosno. Po nieskutecznym oblężeniu wycofał się, paląc przedmieścia wraz ze szpitalem i kościołem św. Ducha. Dziewięć lat później zaraza zdziesiątkowała mieszkańców. W roku 1494 miała miejsce powódź, w 1500 pożar. Dzięki licznym zwolnieniom podatkowym oraz przywilejom Królewskie Miasto Krosno w XVI wieku osiągnęło apogeum rozwoju i stało się jednym z czołowych ośrodków gospodarczych w Rzeczypospolitej.

 

Legenda głosi, że podczas najazdu zbuntowanego Księcia Siedmiogrodu Rakoczego w 1657 roku kobiety wielki lament podniosły. Wtedy Portius zarządził modły, aby niewiasty w obronie grodu nie przeszkadzały. Po wielu próbach zdobycia warowni, napastnicy spaliwszy przedmieścia odeszli. Do dziś fakt ten wspominany jest jako cud Matki Bożej Murkowej.

 

Jednym z najznamienitszych obywateli Krosna był szkocki emigrant Robert Gilbert Porteous Lanxeth, znany dziś jako Robert Wojciech Porcjusz lub Portius. Człowiek-legenda, wielki kupiec, filantrop, komendant miasta w czasie potopu szwedzkiego, nobilitowany przez króla do stanu szlacheckiego. Od 1632 roku był faktorem i serwitorem królewskim, największym na północ od Karpat importerem wina węgierskiego. Robert Wojciech zgromadził potężny majątek, dzięki któremu odbudował po pożarze najcenniejszy zabytek – kościół farny, wybudował dzwonnicę, odlał dzwony, fundował szpitale i sierocińce.

 

W 1657 roku Jan Kazimierz, jadąc ze Śląska do Lwowa w celu złożenia słynnych ślubów w katedrze, zatrzymał się w Krośnie. Wydał wtedy manifest wzywający chłopów do walki z wojskami szwedzkimi. Formujące się oddziały chłopskie oddał pod komendę pułkownika Wojniłłowicza, rycerza wsławionego tym, że rok wcześniej jego chorągiew wzmocniona krośnieńskimi ochotnikami pokonała chorągiew Prackiego, służącą pod szwedzkimi rozkazami.

 

Najstarszymi budowlami sakralnymi w mieście są kościół farny i klasztor franciszkanów. Kościół farny związany był z bogatym mieszczaństwem, natomiast kościół franciszkanów od początku swojego istnienia był oczkiem w głowie okolicznej szlachty i ziemiaństwa. Legenda głosi, że kiedyś istniał podziemny tunel ze świątyni franciszkańskiej do zamku Kamieniec w Odrzykoniu. To tylko legenda, natomiast prawdą jest, że kolejni właściciele zamku wspomagali finansowo świątynię i chowali w niej swoich przodków. Najbardziej znaną postacią związaną z franciszkanami był Stanisław Oświęcim (1605 - 1657), szlachcic, dworzanin króla Władysława IV. Pan Stanisław, żołnierz, patriota, literat, autor diariusza, pozostał w pamięci pokoleń jako fundator kaplicy grobowej rodziny Oświęcimów. Z tą budowlą związana jest legenda o romantycznej, tragicznej miłości Stanisława do przyrodniej siostry Anny. Z klasztorem ojców franciszkanów w Krośnie związana jest też postać św. Jana z Dukli, który mieszkał tutaj jakiś czas.

 

Cergowa – widoczna z wielu miejsc w mieście, leżąca około 20 kilometrów na południe od Krosna, monumentalna, piękna legendarna góra, opiewana przez poetów, inspirująca pisarzy. Na stokach tego masywu, o ile wierzyć ludowym bajaniom, zbójnicy zwani Beskidnikami, ukrywali w jaskiniach skarby zdobyte na kupieckich karawanach, ciągnących z królestwa Węgier przez Przełęcz Dukielską. Tam podobno diabeł podrzucił kupcom beczkę złotych monet, aby zachwiać ich cnotą i na złą drogę sprowadzić. Jak to z diabłem było, nikt nie wie na pewno... Natomiast beczkę ze złotem zdjęto z wozu na krośnieńskim rynku i odesłano na Węgry. Wróciła na powrót po jakimś czasie, ponieważ uczciwy właściciel winnicy nie przyznał się do niej. Krośnieński kupiec Portius złota tego też nie chciał sobie przywłaszczyć. Postanowił więc, żeby za monety odlano dzwony, wiszące po dzień dzisiejszy w farnej wieży. Mawiali starzy ludzie, że czasem w biciu Urbana diabelski skowyt słychać... Pewnie rozpacza czart, bo majątek utracił, a dusz szlachetnych pozyskać nie zdołał? Czasem anielskie chóry z dzwonów się odzywają, to znów nostalgiczne zawodzenia, przed chciwością i nienawiścią przestrzegające.

 

Kilka kilometrów od podnóża Cergowej znajdowała się pustelnia św. Jana z Dukli. Gdzie dokładnie była, nikt nie wie. Pobożni ludzie, chcąc uczcić pamięć świętego pustelnika, w miejscu gdzie bije źródło krystalicznie czystej wody na wzgórzu Zaśpit, zbudowali drewniany domek i kościółek, potem drogę krzyżową – teren ten otoczyli nabożną czcią.

 

Jadąc od Przełęczy Dukielskiej Traktem Węgierskim, u podnóża Cergowej znajdziemy zapoznane miasteczko – Duklę. Dla wielu to symbol prowincji, natomiastdla Andrzeja Stasiuka, współczesnego pisarza, autora poetyckiej prozy „Dukla”, to centrum, symboliczna dziurka od klucza, przez którą można zobaczyć wszystko co najważniejsze. Za sprawą Marii Amalii z Brühlów Mniszchowej Dukla była świadkiem niezwykłych wydarzeń. Ta córka słynnego ministra na dworze dwóch ostatnich królów-Sasów, opuściwszy Warszawę, obrażona na nowego i ostatniego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, stworzyła z małej zagubionej w Beskidzie Niskim mieściny potężny ośrodek kultury, rozbudowała zespół parkowo pałacowy, wybudowała teatr, odnowiła kościół poprzez nadanie mu niezwykłego rokokowego wystroju. Władczyni dukielska, chcąc wydać córkę za potencjalnego pretendenta do korony polskiej Szczęsnego Potockiego, uczestniczyła w tragicznie zakończonym spisku magnatów. Niedoszły wtedy jeszcze zięć hrabiny, wbrew woli rodziców, potajemnie ożenił się z Komorowską. Faktem jest, że porwano i zamordowano młodziutką Gertrudę. Jedna z legend głosi, że pani Amalia, w obawie o reputację, może ze strachu przed konsekwencjami grożącego jej procesu, popełniła samobójstwo. Wersja oficjalna, że umarła na gruźlicę 30 kwietnia 1772 roku. Niezwykły nagrobek Amalii znajduje się w kościele parafialnym, w jednej z bocznych kaplic. Wielu poetów opiewało tę tragiczną postać. Miron Białoszewskiuczcił ją balladą „Dukla Amaliowa”.

 

Rymanów – obecnie kojarzy się tylko ze zdrojem i wodami mineralnymi. Gród ten to symbol kilkusetletniej obecności na tej ziemi żydowskiej kultury, miejsce działalności dwóch słynnych chasydów, wielkich mędrców-cadyków: Menachema Mendla (ok. 1745 - 1815) oraz jego ucznia Cwi Hirsza Kohena (1788 - 1844/48?). W Rymanowie urodził się laureat nagrody Nobla – Izaak Izydor Rabi. Przyszedł na świat 29 lipca 1898 roku. Był synem Dawida i Janet z domu Teig. W rok po jego urodzeniu rodzina Rabi przeniosła się do Nowego Jorku. Tam w 1919 roku uzyskał tytuł bakałarza chemii w Cornell University New York. Po trzech latach podjął dalsze studia z zakresu fizyki na Uniwersytetach Cornell i Columbia. W wieku 29 lat uzyskał tytuł doktora fizyki za pracę o magnetycznych właściwościach kryształów, w 1937 roku uzyskał tytuł profesora Uniwersytetu Columbia. W 1940 roku został dyrektorem Instytutu Promieniowania. Jego praca naukowa miała istotny wpływ na wyprodukowanie pierwszej bomby atomowej. Za osiągnięcia w dziedzinie badań magnetycznych właściwości atomów otrzymał w 1944 roku nagrodę Nobla. W 1971 roku prof. Rabi odwiedził Rymanów. Zmarł w USA w 1988 roku.

 

Czas zaborów... Mieszczanie krośnieńscy, okoliczna szlachta oraz chłopi brali udział we wszystkich zrywach narodowych. Wielu mieszkańców naszego regionu wyruszyło na Węgry i walczyło u boku gen. Bema w powstaniu Kossutha. Ogromne sumy do kas powstańczych w 1863 roku przekazali Ignacy Łukasiewicz, Tytus Trzecielski i Karol Klobassa. Byli to założyciele najstarszych na świecie kopalń ropy naftowej oraz destylarni i rafinerii. Łukasiewicz, uczestnik spisku przygotowującego powstanie w Galicji w 1846 roku, był z wykształcenia farmaceutą. Skonstruował pierwszą lampę naftową i dokonał destylacji ropy naftowej. Wspólnie z Trzecielskim i Klobassą założyli w Bóbrce pierwszą na świecie kopalnię oleju skalnego (tak dawniej nazywano ropę naftową), w miejscu gdzie znajduje się dziś Muzeum Przemysłu Naftowego. Działalność tych przemysłowców doprowadziła do rozwoju podupadłej gospodarczo ziemi krośnieńskiej.

 

W Żarnowcu, wsi odległej o 8 km od Krosna, znajduje się XVIII-wieczny dworek. W 1903 roku przekazano go wraz z przyległym parkiem jako Dar Narodowy poetce, autorce „Roty” Marii Konopnickiej. Pani Maria mieszkała tam do 1910 roku. Jako kobieta postępowa wzbudzała postrach, urządzając np. przejażdżki na bicyklu po pobliskich gościńcach. Dzięki jej talentowi kilka pokoleń dzieci wzruszało się losami wspomaganej przez krasnoludki sierotki Marysi, czy śmiało z „odwagi” Stefka Burczymuchy.

 

Miejsce Piastowe – wieś lokowana w 1358 roku przywilejem Kazimierza Wielkiego. Prawdopodobnie nikt nigdy by o tej miejscowości nie usłyszał, gdyby nie postać Bronisława Markiewicza, salezjanina, założyciela zakładów wychowawczych i szkół dla sierot oraz Zgromadzenia Ojców Michalitów. Była to postać o wielkiej charyzmie. Pomimo ciągłych przeciwności, wytrwale i uparcie szedł drogą wyznaczoną przez swojego przewodnika duchowego ks. Jana Bosko. Kiedy salezjański wizytator, nie znający galicyjskich realiów, zagroził zamknięciem zakładów wychowawczych, opuścił zgromadzenie salezjanów i postanowił założyć własne. Największym przeciwnikiem dzieła ks. Markiewicza był pochodzący z Korczyny, ówczesny biskup przemyski Józef Sebastian Pelczar. Bezwzględnymi decyzjami niszczył to, co niepokorny kapłan zdążył stworzyć. Dziś księża michalici prowadzą setki szkół i zakładów wychowawczych na całym świecie a postać Bronisława Markiewicza budzi wielki szacunek. W latach 1958 - 1963 odbywał się jego proces beatyfikacyjny. Jest nadzieja, że wkrótce zajmie on należne miejsce wśród świętych narodu polskiego.

 

Mało kto dziś wie, że podczas formowania przez Józefa Piłsudskiego legionów, powiat krośnieński zasilił nowo powstające wojsko największą liczbą ochotników, wzbudzając podziw i szacunek marszałka. W dowód uznania patriotycznej postawy, pierwsze ćwiczenia legionów zostały zorganizowane na naszym terenie.

 

Jan Szczepanik (1872 - 1926), wcześnie osierocony, wychowywany przez ciotkę, dzieciństwo spędził w Krośnie, gdzie chodził do szkoły. Potem ukończył krakowskie seminarium nauczycielskie. Pracował jako nauczyciel w podkrośnieńskich szkołach: Potoku, Lubatówce, Korczynie. Od najwcześniejszych lat pasjonował się matematyką i techniką. Był genialnym konstruktorem i wynalazcą. Konstruował tkackie krosna, maszyny do produkcji wzorzystych gobelinów. Wynalazł kamizelkę kuloodporną i kalorymetr. Zrealizował wiele projektów i wynalazków z dziedziny fotografii. Ten genialny badacz już w roku 1897 zgłosił w Brytyjskim Urzędzie Patentowym wniosek o udzielenie patentu na ,,telektroskop”, czyli na „aparat do reprodukowania obrazów na odległość za pośrednictwem elektryczności”. Proponował przenoszenie obrazu w barwach naturalnych wraz z towarzyszącym mu dźwiękiem. Telektroskop Jana Szczepanika odpowiadał głównym założeniom i zasadom współczesnych urządzeń telewizyjnych. Wynalazek ten odegrał dużą rolę w historii powstania telewizji. Amerykański historyk telewizji Albert Abramson w książce wydanej w 1955 roku ,,Elektronie Motion Pictures – A History of the Television Camera” wymienia nazwisko Polaka na czołowym miejscu wśród XIX-wiecznych wynalazców telewizji. Niewątpliwie Jan Szczepanik zasłużył sobie na miano polskiego Edisona – tak go bowiem nazywano.

 

Prof. Stanisław Pigoń, pochodził z oddalonej od Krosna około 10 km Komborni z chłopskiej rodziny. Dzięki konsekwencji w dążeniu do celu i pracowitości nie zmarnował ogromnych zdolności. Z najniższych dołów społecznych doszedł do najwyższych elit intelektualnych. Został jednym z najwybitniejszych historyków literatury. Był profesorem Uniwersytetu Wileńskiego a w latach 1926-28 rektorem tej uczelni. Od 1931 roku został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był więźniem obozu koncentracyjnego Oranienburg-Sachsenhausen. Brał udział w tajnym nauczaniu akademickim w Krakowie; od roku 1945 ponownie został profesorem UJ, członkiem PAU i PAN. Głównym przedmiotem jego zainteresowań naukowych były dzieje piśmiennictwa polskiego XIX i początku XX wieku. Jego dorobek obejmuje studia monograficzne, rozprawy i szkice historycznoliterackie. Olbrzymią bibliografię prac wielkiego, uznanego w świecie humanisty zawiera wydana w Krakowie w 1961 roku „Księga pamiątkowa ku czci profesora Stanisława Pigonia”.

 

Zamek Kamieniec we wsi Odrzykoń był jedną z licznych warowni wybudowanych przez Kazimierza Wielkiego. Pod koniec czternastego wieku został własnością Klemensa z Moskorzewa herbu Pilawa. Potomkowie Rycerza Klemensa przyjęli nazwisko Kamienieckich. W XVII wieku zamek podzielono między rodziny Firlejów i Skotnickich, którzy ciągnęli długi spór o graniczny mur. Aleksander hrabia Fredro, późniejszy właściciel zamku, na kanwie tego sporu napisał „Zemstę”, swoją sztandarową komedię. Wcześniej w XVI wieku wielokrotnie na zamku przebywał najwybitniejszy poeta węgierskiego renesansu, dworzanin króla Stefana Batorego Balint Balassi. Warownię tę wizytowali królowie: Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Jan Kazimierz oraz król węgierski Zapolya. Zamek Kamieniec nigdy nie został zdobyty, do ruiny doprowadziła go wichura, która pod koniec XVIII wieku zerwała dach z zamku wysokiego, warunki atmosferyczne oraz grabieże. Okoliczna ludność przez 100 lat traktowała też mury tej twierdzy jako miejsce pozyskiwania kamienia. Według legendy zamek kazał wybudować okrutny zbój, który posiadał pięknego czarnego rumaka, równie okrutnego i dzikiego jak właściciel. Budowniczych zamku pędził do ciężkiej pracy i nie dawał wytchnienia. Jedynie kiedy jechał plądrować okoliczne wsie i miasteczka, ludzie mogli odpocząć. Gdy któryś z niewolników chciał uciec, straszliwy koń dopadał go, gryzł i tratował. Podobno zbój jak i wierzchowiec pakt z diabłem zawarli. Wiele razy okoliczni mieszkańcy próbowali pozbyć się ciemięzcy, ale zawsze kończyło się to dla nich tragicznie. Aż pewnego dnia z użyciem sieci pojmali i zabili zbója, rumaka zaś żywcem ze skóry odarli. Na pamiątkę tego zdarzenia wieś leżącą u podnóża zamku Odrzykoniem nazwano.

 

Król zamczyska. Naprawdę nazywał się Jan Machnik i był chłopskim synem z Białobrzegów. Ukończył pięć klas gimnazjum. Jako człowiek o niebywałej fantazji nie nadawał się na podatkowego urzędnika w dukielskim cyrkule. Straciwszy pracę, od 1831 roku do swojej śmierci w 1842 roku, mieszkał w ruinach zamku Kamieniec. Był wielkim oryginałem; mawiali ludzie, że opętany, psychicznie chory... Jako rezydent zamku nosił się godnie, głowę zdobił mu wieniec z dzikich róż, w ręku trzymał bukiet maków. Znosił do jednej z zamkowych komnat wszelkie pamiątki jakie udało się znaleźć w ruinach, można by rzec – kustosz. W swoim obłąkaniu zmienił nazwisko na Machnicki, a w korespondencji podpisywał się jako Rożysław hrabia Potocki. Najczęściej jednak tytułował się królem zamczyska. Nie był to jednak zwykły wioskowy głupek; miał rozległą wiedzę historyczną, wygłaszał zawiłe wykłady i oracje. Zimą odwiedzał chłopskie zabudowania, aby ogrzać się. Jako że wyglądem nie różnił się od zwyczajnych proszalnych dziadów, był brudny i zarośnięty, okoliczni mieszkańcy straszyli nim dzieci. W 1833 roku ruiny odrzykońskiej warowni odwiedził poeta Seweryn Goszczyński. Zafascynowany postacią kamienieckiego rezydenta siedem lat później wydał powieść „Król zamczyska”. Wyidealizowana postać Jana Machnickiego oraz zrujnowana twierdza posłużyły mu do zbudowania obrazu przedstawiającego jego wizję upadku potęgi Rzeczypospolitej i zniewolenia narodu. W nocy, jak ktoś ma szczęście, może spotkać wśród resztek murów ducha samozwańczego władcy ruin. Wtedy usłyszy fascynujące opowieści o dziejach zamku i jego mieszkańcach...

 

Prządki. Inna związana z zamkiem Kamieniec legenda opowiada o trzech siostrach w jednym dniu zrodzonych, córkach tutejszego kasztelana. Panny to niezwykłej urody były, skore do zabawy i łowów. Jedną wadę tylko posiadały: nie ciągnęło ich do niewieścich zajęć. Stroniły od krosien i kądzieli. Pewnego dnia na zamek trzech młodych rycerzy zjechało. Tak jak kasztelanki, oni też z jednej matki w jeden dzień powici byli. Jak to w legendach bywa, wielka miłość pomiędzy młodymi rozgorzała. Rycerze mieli niebawem na wojnę wyjechać, więc poprosili, aby każda z panien na pamiątkę chustę utkała dla swojego kawalera. Młodzieńcy odjechali, ale przyrzekli po obiecane chusty niebawem na zamku się zjawić. Dziewczęta ochoczo robotę rozpoczęły, lecz po chwili znudzone pracą, krosna porzuciły i w wir zabaw i uciech wpadły. Opamiętanie przyszło, gdy w sobotnie popołudnie przypomniały sobie, że nazajutrz oblubieńcy przybędą. Zerwały się do pracy zaniechanej, całą noc tkały, nie zważając, że dzień świętej niedzieli nastał. Wybiegły w końcu przez las gościom naprzeciw, ale gdy z pobliskiego kościoła dzwon zabrzmiał – w wielkie głazy się zmieniły. Niedowiarkowie gadają, że to tylko narzutowe piaskowce, przez lodowiec wyniesione na wzgórze tysiące lat temu, ale mądrzy ludzie wiedzą, że to jednak zaklęte prządki, co dnia świętego uszanować nie chciały.

 

Mało kto dziś pamięta o wybitnym poecie ziemi krośnieńskiej Janie Zychu. Urodził się w 1931 roku w Korczynie. Dom rodzinny stał na wzgórzu, z którego rozpościerała się panorama Krosna, dokąd pieszo chodził do gimnazjum i liceum. Ten skromny chłopiec pieniądze otrzymywane na bilet autobusowy od rodziców wydawał na książki. Ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz iberystykę na Uniwersytecie Mexico City. Zadebiutował tomikiem wierszy „Zielone skrzypce”, następnie wydał „Wędrującą granicę”, „Układ serdeczny”, „Pochwałę kolibra”, „Blizny po świetle”. W swojej twórczości niezwykle sugestywnie zaznaczał więź łączącą go z małą ojczyzną – ziemią krośnieńską. Ten poliglota znany jest również jako tłumacz na język polski poezji ukraińskiej, serbskiej, czeskiej, francuskiej, hiszpańskiej, rosyjskiej, wielu pozycji z prozy i poezji iberoamerykańskiej. Na hiszpański przekładał zaś twórczość Różewicza i Miłosza. Zmarł w Meksyku 23 sierpnia 1995 roku.

 

Nikifor – naprawdę nazywał się Epifaniusz Drowniak, niepiśmienny łemkowski malarz z Krynicy, najwybitniejszy przedstawiciel malarstwa naiwnego. Ktoś zapyta, co on ma wspólnego z ziemią krośnieńską? Artysta ten (niektórzy „znawcy” sztuki tu się oburzą, bo jak tego prymitywistę można nazwać artystą?!) wędrował po wioskach i miasteczkach Beskidu Niskiego, dokumentował w swoich baśniowych obrazach nieistniejący już świat pogranicza kultur. Zapędzał się w swoich wędrówkach również w nasze strony, uwieczniał na wszelkich dostępnych mu materiałach to, co wkrótce w wyniku czystek etnicznych akcji Wisła zostało bezpowrotnie zniszczone – kilkusetletni dorobek ludów karpackich ruskiego pochodzenia. Świat Nikifora nie ograniczał się do realnie widzianych przez ogół rzeczywistych widoków. Malował nieistniejące stacje kolejowe, karpackie anioły, swój świat marzeń. Wielu próbowało naśladować jego styl; zawsze próby te dawały żałosny efekt. Pozostał jedyny, niepowtarzalny Nikifor-Matejko, jak sam podpisywał się na swoich pracach.

 

Stanisław Kochanek – artysta malarz, rzeźbiarz. Urodził się w 1905 roku w Jedliczu. Ukończył Szkołę Przemysłu Artystycznego w Krakowie, w latach 1929 - 1932 studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie u prof. Fryderyka Pautscha, Jana Wojnarskiego, Karola Frycza. Artysta ten tworzył w Krośnie i tutaj zmarł w 1995 roku. Nauczył rysunku wielu uznanych i cenionych dziś plastyków. Zawdzięczamy mu pomnik Kopernika stojący przed I Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Krośnie. Współorganizował muzeum w Krośnie. Wykonał setki portretów mieszkańców miasta. Z jego postacią związana jest znana i powtarzana do dziś anegdota. Kiedyś dwóch znaczących obywateli Krosna bardzo naraziło się mistrzowi Kochankowi... Wpadli w wielkie oburzenie i wytoczyli mu proces sądowy, kiedy artysta umieścił ich podobizny jako łotrów na krzyżach w kościele parafialnym w Krościenku Wyżnym.

 

Ogromne znaczenie dla Krosna i regionu miała wizyta Jana Pawła II. 9 czerwca 1997 roku Ojciec Święty przybył do Dukli, 10 czerwca na płycie krośnieńskiego lotniska kanonizował bł. Jana z Dukli. Potem dokonał również poświęcenia kościoła pod wezwaniem św. Piotra i św. Jana z Dukli. Wydarzenia te na trwałe wpisały się w historię ziemi krośnieńskiej.

 
  stronę odwiedziło już 33983 odwiedzający (76211 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=