Tadeusz Gajewski
  Lany poniedziałek pod pomnikiem mistrza Ignacego
 
Spacer po Krośnie.
Lany poniedziałek pod pomnikiem mistrza Ignacego.
 
 
Wiosna, czuć ją wszędzie i słychać wszędzie, aż prosi by pójść na spacer po Krośnie. Fajna sprawa taki spacer w kwietniowe popołudnie, w lany poniedziałek. Przedzierające się przez zasłonę chmur promienie słoneczne spływają złotą aureolą rozświetlając zielono brunatną patynę, rozpalają martwe pomnikowe oczy Ignacego Łukasiewicza. Stary aptekarz uśmiecha się dobrotliwie . Zachęca do wspomnień…
Był koniec lata, deszcz rozbijał się o blaszany parapet   a na czarnobiałym ekranie telewizora twarz Edwarda Gierka. Mówił długo, nudno i niezrozumiale dla czternastoletniego podrostka. Na stole sterta nowych podręczników , ot tak z nudów, z niechęcią sięgnąłem po książkę i zacząłem przeglądać. Uwagę moją przykuł zamieszczony gdzieś wśród ostatnich stron wiersz.
Jan Zych „Kiedy Przyjeżdżam” . Przeleciałem wzrokiem po strofach i ogarnęło mnie zdumienie. W podręczniku do literatury wiersz o Krośnie. Rzecz niebywała, ogólnopolski podręcznik a w nim wiersz o pomniku w mojej małej zapomnianej, zagubionej na prowincji mieścinie. Nikt nie jest w stanie pojąć z jaką dumą i jaką nabożną czcią czytałem smakując każdą literkę :
 
W rozwianym fartuchu,
wykuty z brązu.
Pogodny i zamyślony
jednako w grudniu i w maju.
Brodę i wąsy
pokryła patyna,
a na lampie naftowej,
którą w dłoni trzyma,
wróble ćwierkają.
 
Kiedy przyjeżdżam do Krosna
Łukasiewiczowi się kłaniam.
 
W dymnej chałupie w Czarnorzekach
przy drgającym płomyku brzozowego łuczywa
mój dziadek buty wieczorami klepał.
Dziś go już o nic nie zapytam.
Na wiejskim cmentarzyku spoczywa.
On widział ciemność najciemniejszych nocy.
- Dobra lampa! – mówił
I mrużył chore, zaczerwienione oczy,
Dwa gasnące bławatki,
Dwie kropelki spłowiałego błękitu.
 
Kiedy przyjeżdżam do Krosna,
Łukasiewiczowi się kłaniam.
 
Przy naftowej lampie czytałem Sienkiewicza
I pani Konopnickiej wiersze.
- Dobra lampa – mówiłem,
łacińskich słów się uczyłem ,
przez Wergiliusza księgim przeszedł
z tą lampą, która już nie świeci.
Wisi na ścianie. Proch osiada na niej.
Wieczorami odbija się w szkiełku
elektryczna żarówka.
Jeśli powiem „dobra lampa”,
Siostra się uśmiecha.
 
Kiedy przyjeżdżam do Krosna,
Łukasiewiczowi się kłaniam
 
Od jego imienia
pierwszy mój wiersz się zaczyna.
On mnie wywiódł z czarnych wieczorów
i w jasne księgi wprowadził –
mądry zamyślony aptekarz.
 
 
Gdy tylko skończyłem czytać zaczynałem od początku, jakby nie wierząc do końca, że to się dzieje naprawdę. To był początek mojego opętania. Pierwszy wiersz, którego nie zdołali, bo nie zdążyli obrzydzić mi poloniści pytaniami z gatunku „co poeta chciał wyrazić w wierszu?”. Tak właśnie zachorowałem nieuleczalnie. Diagnoza nie pozostawia złudzeń, to śmiertelna przypadłość nie posiadająca medycznego numeru statystycznego – miłość do ziemi krośnieńskiej spowodowana wirusem poezji Jana Zycha.
Od tej chwili zacząłem inaczej patrzeć na krośnieńskie domy, zaułki, publiczne gmachy. Krosno z zapyziałej galicyjskiej mieściny w cudowny sposób nabrało rangi małej ojczyzny, pępka świata. Każdy kamień zaczął odkrywać swoje tajemnice, zadziwiające historie, legendy. Nazwy ulic przestawały być nic nie mówiącymi znakami ale nabierały kształtów realnych postaci wielkich krośnian, poety i profesora Pawła z Krosna, Faktora Jego Królewskiej Mości Roberta Wojciecha Portiusa, poety Franciszka Pika Mirandoli, wynalazcy Jana Szczepanika, krośnieńskich burmistrzów, lekarzy, adwokatów, ludzi wielce zasłużonych dla miasta i okolic. A wszystko to za sprawą wiersza zapomnianego dziś poety  rodem z Korczyny, który w swoim „Małym testamencie” … zapisał nam złota tyle ile wiosną można zebrać z kaczeńców, po Komborni, po Korczynie…
Poemat „Kiedy Przyjeżdżam” związał się z moim życiem na dobre i na złe. Jan Zych już nie przyjedzie do Krosna pokłonić się dobremu zamyślonemu aptekarzowi. Od trzynastu lat spoczywa na cmentarzu w Meksyku. Ja zaś cyklicznie włóczę się po świecie, poszukując w północno zachodniej Polsce ropy naftowej, lecz zawsze wracam i kiedy przyjeżdżam do Krosna, Łukasiewiczowi się kłaniam. On mnie wywiódł z czarnych wieczorów i w jasne księgi wprowadził .
Tadeusz Gajewski.

13.04.2009

publikowany na www.neon.info.pl

 
  stronę odwiedziło już 33023 odwiedzający (74366 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=