Tadeusz Gajewski
  Spacer po Krośnie Imperium virum ostendit
 
Spacer po Krośnie     
 
Imperium virum ostendit   
 
         Jesienne szarugi spacerom nie sprzyjają. Jednak każda poprawa pogody oraz koloryt październikowej aury aż proszą, aby wybrać się na wędrówkę. Wszak drepcząc po historycznych ścieżkach krośnieńskich władz, wójtów oraz rajców podczas poprzedniego spaceru, dotarliśmy do okresu upadku Rzeczypospolitej. W tym właśnie miejscu wypada nam rozpocząć kolejny rajd pieszy w czasie i przestrzeni po jesiennym Krośnie oraz utkanych złotem bukowych liści okolicach.
 

           Poczłapmy zatem na przedmieścia. Szurając butami po szeleszczących liściach,   ścielących się na nostalgicznych uliczkach Suchodołu, udajmy się w pobliże kamiennego mostu na potoku Badoń. Nieopodal tej prawdopodobnie najstarszej suchodolskiej kamiennej budowli pochowani zostali konfederaci barscy.



Ziemia krośnieńska była znaczącym bastionem tej antykrólewskiej partyzantki sprzeciwiającej się obalaniu starych porządków panujących w Rzeczypospolitej oraz wtrącaniu się kochanki Stanisława Augusta Poniatowskiego, Carycy Katarzyny Drugiej w polski obyczaj oraz prawodawstwo. Wprawdzie ostatnim oficjalnym aktem prawnym wydanym przez Króla, dotyczącym Krosna było potwierdzenie w roku 1764 przywilejów Królewskiego Wolnego Miasta Krosna, jednak zarówno mieszczanie jak i okoliczna szlachta murem stanęli przy konfederatach.
           Na ziemi krośnieńskiej barscy rokoszanie urządzili wiele obozowisk. Jednym ze znaczniejszych była popadająca już wtedy w ruinę odrzykońska warownia. Wiekowe, wykonane z solidnych ciężkowickich piaskowców mury oraz niezwykle korzystne ukształtowanie terenu, przemawiały za taką lokalizacją. Panorama rozciągająca się z zamku wysokiego, pozwalała na obserwację królewskich oraz carskich oddziałów.
            Dnia siódmego, miesiąca lipca Roku Pańskiego 1768, zebrana pod Sieniawą szlachta w liczbie sześciu tysięcy szabel, obwołała wielmożnego pana dziedzica Nowotańca, Jakuba Ignacego Bronickiego marszałkiem konfederacji. Stamtąd wyruszyły konfederackie hufce poprzez Krosno, aby odeprzeć carskie wojska od Krakowa. Niestety, odsiecz na wiele się nie zdała, jednak pan Jakub zanim zarządził odwrót w kierunku Przełęczy Dukielskiej, jeszcze kierował obroną Zamku Wawelskiego.
          Po upadku Krakowa siły konfederatów skoncentrowały się na ziemi dukielskiej i przeprowadzały liczne potyczki z armią rosyjską. 6 kwietnia 1769 roku na polach między Miejscem Piastowym a Rogami doszło do krwawej bitwy, podczas której ranny został Kazimierz Pułaski. Konfederaci wielokrotnie atakowali siły moskiewskie, po czym wycofywali się na Górne Węgry, gdzie mieli warowny obóz w miejscowości Szańce ( obecnie Słowacja). Tam ogłosili akt detronizacji Stanisława Augusta. Wielką pomoc oddziałom Pułaskiego udzielał magnacki ród Mniszchów rezydujący w Dukli.



Hrabina  Maria Amalia Mniszchowa była postacią niezmiernie ciekawą. Córka wpływowego pierwszego ministra na dworze Augusta III, Henryka
 Brühla, po ostrym konflikcie z królem Stanisławem Augustem przeniosła się z Warszawy do rodowych włości swojego męża, Jerzego Augusta Mniszcha, marszałka nadwornego koronnego. Uczyniła z Dukli znaczący ośrodek kulturalny i polityczny. To ona zafascynowana opowiadanymi przez plebs legendami o pustelniku spod Cergowej, urządziła w swoich włościach na wzgórzu Zaśpit pustelnię, wybudowała kościółek, drogę krzyżową oraz obudowała tryskające tam źródełko. Dziś nikt już nie dopuszcza myśli, że to mistyfikacja. Dla tysięcy pielgrzymów to ziemia uświęcona stopami Świętego Jana z Dukli, kanonizowanego przez papieża podczas jego wizyty w Krośnie. Gdzie naprawdę znajdowała się pustelnia nikt nie wie. Oprócz ambicji kulturalnych, realizowanych choćby budową teatru na wodzie we wspaniałym pałacowym parku, posiadała Jaśnie Wielmożna Pani Mniszchowa ogromną żądzę władzy. Sen o koronie królewskiej dla swojej latorośli doprowadził ją do zguby i złej sławy.
  Chcąc osadzić na tronie młodego magnata  Szczęsnego Potockiego i ożenić go ze swoją córką Józefiną, doprowadziła hrabina Amalia do zamordowania Gertrudy z Komorowskich, potajemnie poślubionej przez Szczęsnego wbrew woli rodziny. Tak to żądza władzy sprowadziła hrabinę do przedwczesnej śmierci. Obawiając się procesu oraz niechybnego skazania, popełniła samobójstwo. Według jednych źródeł wypiła truciznę, inni twierdzą, że utopiła się w stawie.



Według oficjalnej wersji zmarła na gruźlicę. Nawet data jej śmierci jest nie do końca oczywista. Dziś hrabina Amalia spoczywa pod marmurowym sarkofagiem w kościele parafialnym w Dukli. Jest to jeden z najpiękniejszych na świecie rococowych nagrobków. Postać tej dukielskiej władczyni stała się tematem dla wielu pisarzy i poetów. Miron Białoszewski uczcił ją poematem, Andrzej Stasiuk osadził tę postać oraz jej marmurowy sarkofag w centrum swojej prozy zatytułowanej „Dukla”. Iwelski poeta oraz krytyk literacki Andrzej Szwast, w swoich wierszach ukazał niezwykłą magię tej, jednej z najciekawszych przedstawicielek polskiej arystokracji okresu schyłku Rzeczypospolitej. Po śmierci hrabiny w dniu 30 kwietnia 1772 roku, jej oddziały wraz z konfederatami toczyły krwawe walki z wojskami zaborczej, austriackiej przedniej straży generała Esterhazego. Po zajęciu Dukli pałac Mniszchów zamieniono na koszary. Dwudziestego września jednostki mniszchowskie poddały się zaborcom.
 


 
          Wróćmy jednak do Krosna. To, kiedyś jedno z bogatszych miast, swoją świetność miało już za sobą. Zniszczone pożarami, opuszczone przez zubożałych mieszkańców, było dodatkowo grabione przez carskie wojska wysłane przeciw konfederatom. Miasto było w stanie upadku. Butny, rosyjski żołdak nakładał na mieszczan kontrybucje i ograbiał z resztek dobytku.
Z jednej strony bardzo niekorzystny podział administracyjny wprowadzony w utworzonym przez zaborców Królestwie Galicji i Lodomerii, który podporządkował Królewskie Wolne Miasto Krosno cyrkułowi dukielskiemu, z drugiej zaś strony niezbyt udane władze samorządowe w ostatnich latach przed rozbiorami. Mieszczanie krośnieńscy przepędzili z grodu wójta Michała Pruchnickiego. Ciekawą postacią był burmistrz Tomasz Ziemiański, który kazał się nazywać krośnieńskim królem, bił mieszczan, zasłynął jako okrutnik i despota. Na nic zdały się skargi pokrzywdzonych, ponieważ Ziemiański miał poparcie starosty. W owym okresie Krosno stało się miejscem niebezpiecznym, burdy i awantury wszczynane były nagminnie.
Władze austriackie obłożyły miasta galicyjskie rujnującymi podatkami, jednak nie mniej od Habsburgów do upadku Krosna przyczynił się Jerzy Mniszech. Ten dukielski arystokrata, niezwykle zasłużony dla swojego rodowego grodu, w Krośnie nie cieszył się dobrą sławą. Uzurpował sobie prawo do wójtostwa krośnieńskiego oraz dzierżawił należne miastu grunty i folwarki za które nie płacił czynszów. Powołujący się na liczne przywileje królewskie mieszczanie, po wielu latach wygrali proces i odzyskali należne beneficja a co za tym idzie dochody.
 Niestety, z czasem dobra te zostały, podobnie jak i inne królewszczyzny, przejęte przez skarb austriacki. Kasacie uległ również zakon jezuitów a co za tym idzie, zlikwidowane kolegium jezuickie. Konfiskacie uległy kościelne srebra z farnej świątyni. Gwoździem do trumny okazały się wybudowane drogi łączące Przełęcz Dukielską z Przemyślem i Pilznem, omijające Krosno.



 Pierwsza połowa dziewiętnastego wieku to okres licznych plag. Kilka pożarów, powodzi, cyklicznych nieurodzajów, pomór owiec i bydła doprowadziły do symbolicznej wręcz galicyjskiej nędzy. Wszystko to przyczyniło się do buntów chłopskich znanych pod nazwą rabacji. Ferment na wsiach potęgowali cesarscy urzędnicy, podburzający chłopów i wmawiający im że tylko  Najjaśniejszy Cesarz jest ich obrońcą a miejscowa szlachta źródłem nędzy i ucisku włościan. Antagonizmy klasowe miały utrudnić demokratycznym i narodowowyzwoleńczym ruchom przeprowadzenie powstania. Drobna szlachta, urzędnicy, nauczyciele, organiści oraz wszelka inteligencja, od 1845 roku organizowali na ziemi krośnieńskiej komitety powstańcze. Plany te udaremniły oddziały chłopskie. Powstańcy byli wyłapywani i przekazywani Austriakom. Uzbrojeni w cepy i widły włościanie napadali na dwory, rabowali, bili dziedziców i przekazywali do jasielskiego cyrkułu. Tak było w Komborni, Krościenku Wyżnym, Potoku i wielu innych wsiach. W Polance, chłopi z Żarnowca i Odrzykonia splądrowali dwór, pobili Teofila Trzecieskiego oraz przebywającego w gościnie Wincentego Pola. Masy chłopskie wymknęły się spod kontroli, jednak wojsko cesarskie dość szybko opanowało sytuację i spacyfikowało zbuntowane wsie. Tak to wiedeński monarcha zrobił z głodnych i niewykształconych włościan przysłowiowych kozłów ofiarnych.
Lata 1846 – 47 to apogeum nieszczęść jakie spadły na galicyjskie, a co za tym idzie również pod krośnieńskie wsie. Nieurodzaj, zaraza ziemniaczana, epidemie tyfusu i dżumy oraz powszechny głód, zdziesiątkowały ludność. Rok później cholera a po niej kilka lat nieurodzajów. Wiosna Ludów doprowadziła do zmian ustrojowych. Dzięki ludowemu przewrotowi w Wiedniu upadł absolutyzm, nastąpiła amnestia. Cesarz zapowiedział zniesienie pańszczyzny.
Krośnieński lekarz węgierskiego pochodzenia, Juliusz Kalay stanął na czele rady narodowej, zaś dowództwo nowo utworzonej gwardii powierzono kapitanowi Lagońskiemu, farmaceucie. Rada wraz z okolicznym ziemiaństwem przygotowała memoriał o zniesieniu pańszczyzny. Równocześnie krośnieńska młodzież przekradała się na Węgry by wspomóc powstanie. W 1849 roku przez ziemię krośnieńską znowu przemaszerowały wojska carskie. Car Mikołaj Pierwszy szedł na odsiecz Habsburgom aby stłamsić powstanie węgierskie . Pod Przełęczą Dukielską rosyjski monarcha dokonał przeglądu swoich wojsk. Wkrótce w Wiedniu stłumiono powstanie ludowe i cesarz wprowadził w Galicji stan oblężenia. Zaczął się terror i prześladowania. Powrócił absolutyzm, germanizacja i kryzys gospodarczy. Zaczęła się masowa emigracja ekonomiczna ludności. Tak było do roku 1859, kiedy to po klęsce z Włochami, monarchia austriacka uległa radykalnemu osłabieniu. Cesarz zapowiedział znaczne ustępstwa.




 Dzięki Działalności Łukasiewicza, Trzecieskiego i Klobassy zaczął się rozwijać przemysł naftowy. Region powoli zaczął się dźwigać z upadku. W tym czasie wybuchło powstanie styczniowe 1863roku. Wielu krośnian, jak choćby sławny lekarz Dionizy Mazurkiewicz przedostało się do walczących oddziałów. Wielu zginęło w bitwie pod Komorowem.
 
Nastał Rok Pański 1867. Ta data okazała się dla Królestwa Galicji i Lodomerii niezwykle istotna. Tę datę możemy uznać za koniec najczarniejszego okresu w dziejach Królewskiego Wolnego Miasta Krosna. Mimo iż do prawdziwej wolności jeszcze bardzo daleko, jednak
ustanowiona w 1867 roku konstytucja powołała do życia instytucje autonomiczne i samorządowe. Od tej chwili zarówno krośnianie jak i cała ludność Galicji miała możliwość na powrót decydować o własnych sprawach. Nastały czasy autonomii galicyjskiej.
 Konstytucja podzieliła galicyjskie miejscowości na cztery grupy Do pierwszej należał Kraków oraz Lwów jako metropolie o specjalnych prawach, posiadające odrębne statuty. Krosno znalazło się w drugiej grupie, razem z innymi największymi i najbogatszymi trzydziestoma miastami.  Każdy obywatel Królestwa Galicji i Lodomerii z mocy prawa tak zwanej swojszczyzny został przypisany do konkretnej gminy. Było to przypisanie dziedziczne i tak dziecię z prawego łoża dziedziczyło gminną przynależność po ojcu, zaś dziecię nieślubne po matce  Nie można było zmieniać gminy według własnego uznania. Aby tego dokonać należało uzyskać zgodę władz i wnieść stosowną opłatę. Różniste to były kwoty, ustalały je samorządy, jednak nie mogły być wyższe niż dopuszczały ustawy. Podczas gdy w małych, wiejskich gromadach górną granicę stanowiła suma dziesięciu złotych a w miasteczkach trzydziestu złotych, to już obywatelstwo krośnieńskiego grodu mogło kosztować nawet złotych pięćdziesiąt, co było kwotą znaczną. Prawowity członek społeczności mógł swobodnie na jej terenie przebywać i korzystać ze wspólnego majątku a w przypadku zubożenia oczekiwać miłosierdzia w postaci materialnego wsparcia. Jeśliby kto przez rajców był uznany za osobę niepożądaną, uprawiał nierząd publiczny, włóczęgostwo, unikał uczciwej pracy i próżniactwem swoim dobroczynność naciągał, mógł być z gminy przepędzony.
Sposoby wyboru władz samorządowych, tak miejskich jak i powiatowych regulowała bardzo skomplikowana ordynacja wyborcza. Ordynacja była tak skonstruowana, że o mocy głosu wyborcy decydował jego status majątkowy wyrażający się wysokością płaconych podatków.
Galicyjskim ewenementem było wyłączenie z obszaru gmin odrębnych majątków ziemskich. Latyfundia owe zarządzane przez swoich właścicieli lub dzierżawców były specyficznymi reliktami feudalizmu pozbawionymi samorządu. Mieszkańcy tych obszarów podlegali władzy dziedziców i pozostawali na ich łasce.
 


 
           Wspomniany wcześniej rok 1867 stanowi niezwykle ważną, wręcz przełomową dla Krosna datę. W wyniku reformy administracyjnej Królewskie Wolne Miasto zostało podniesione do rangi siedziby powiatu. Pod jurysdykcją krośnieńskiego starostwa oraz samorządu powiatowego znalazło się sto dziewięć gmin, które zamieszkiwało ponad sześćdziesiąt dwa tysiące obywateli. Na czele rady powiatowej stanął właściciel Bratkówki Stanisław Biberstein Starowieyski. Oprócz funkcji marszałka powiatu, którą sprawował przez dwadzieścia lat, był pan Stanisław posłem do sejmu galicyjskiego, pierwszym prezesem Towarzystwa Zaliczkowego w Krośnie oraz stał na czele rady nadzorczej Towarzystwa Krajowego Wzajemnych Ubezpieczeń w Krakowie. W uznaniu wielkich zasług tego zacnego człowieka, społecznika i polityka, samorząd krośnieński nadał mu w 1877 roku tytuł Honorowego Obywatela. Równocześnie zlecono wybitnemu artyście Stanisławowi Bergmanowi namalowanie portretu, który znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Podkarpackiego. Dziesięć lat później miłościwie nam panujący cesarz Franciszek Józef Pierwszy mianował Stanisława Bibersteina Starowieyskiego dożywotnim członkiem Izby Panów parlamentu austriackiego. Ród Starowieyskich do dziś poczuwa się do silnych związków z Krosnem. Wprawdzie czasy ich świetności jako właścicieli okolicznych miejscowości oraz odrzykońskiego zamczyska dawno już minęły, jednak dokonania naukowe, dydaktyczne czy artystyczne współczesnych przedstawicieli tej rodziny pozwalają ich zaliczać do intelektualnej elity. Świętej pamięci profesor oraz wyśmienity malarz Franciszek Starowieyski często bywał w naszym grodzie, zaś jego brat profesor Kazimierz Starowieyski wraz z rodziną jest na niemal wszystkich krośnieńskich imprezach. Można go spotkać podczas Festiwalu Wina Węgierskiego im Roberta Portiusa, podczas cyklicznych Nocy w Muzeum. Ma w Krośnie wielu przyjaciół, należy do Stowarzyszenia Portius.
           Kolejnym marszałkiem powiatu w latach 1888- 1913 był właściciel Moderówki August Korczak- Gorayski. Człowiek wielkiego formatu. Przez trzydzieści siedem lat był posłem na Sejm Galicyjski. W roku 1892 został wybrany dożywotnim członkiem Izby Wyższej Rady Państwa. Jako przemysłowiec i finansista pełnił wiele prestiżowych funkcji. Był między innymi prezesem Rady Nadzorczej Banku Krajowego Królestwa Galicji i Lodomerii, prezesem Rady Nadzorczej Towarzystwa dla Handlu, Przemysłu i Rolnictwa, sprawował kuratelę nad szkołą rolniczą w Krośnie. Kiedy w roku 1913 podupadł na zdrowiu, funkcję marszałka powiatu powierzono jego synowi Janowi Gorayskiemu.
 Spacerując ulicami miasta nie sposób nie zauważyć dawnego gmachu starostwa. na rogu ulicy Staszica oraz placu Konstytucji Trzeciego Maja. Ten monumentalny budynek jest jednym z wielu gmachów publicznych wzniesionych w mieście w okresie autonomii. Zadziwiające jest to, że wtedy powstały najpiękniejsze budynki, przecież ziemia krośnieńska, jak cala Galicja ledwie zaczęła się dźwigać z upadku. Trudno mi znaleźć rzeczywiste przyczyny. Wydaje mi się. że przełom dziewiętnastego i dwudziestego wieku, to czasy kiedy Królewskim Wolnym Miastem Krosnem oraz powiatem kierowały najwybitniejsze jednostki, jakich ani wcześniej ani później nie można było we władzach znaleźć. W żadnym okresie w Krośnie nie było takiego nagromadzenia wybitnych działaczy społecznych i samorządowych, jak podczas autonomii galicyjskiej.
            Dzisiaj w budynku starostwa zbiera się na posiedzenia rada miasta. W gmachu tym ma swoją siedzibę straż miejska, czyli policja municypalna pilnująca porządku w grodzie. Łatwo ich poznać po specyficznych mundurach. W niczym nie przypominają dawnych, uzbrojonych w halabardy strażników. Obecni zamiast białej broni i samopałow, posiadają nowoczesny fotoradar oraz kwitariusze mandatowe. Wprawdzie współczesne prawo nie pastwi się już nad wszelkimi nierządnicami, jak to miało miejsce onegdaj, nikt już dziewek wszetecznych z grodu nie przepędza… A może tylko tak mi się wydaje? Wszak Królewskie Wolne Miasto Krosno jest ewenementem na skalę kraju. To chyba jedyny w Rzeczypospolitej powiatowy gród wolny od domów uciech, tudzież innych niemoralnych zakładów rozrywkowych. Pobożne społeczeństwo mające posłuch u swoich wielebnych duszpasterzy, niejednokrotnie już stanęło na wysokości zadania i wszelkim próbom prowadzenia takowego przybytku, dawało skuteczny odpór. Wszetecznym dziewkom dajmy zatem spokój i przyglądnijmy się gmachowi starostwa. Oprócz władz powiatowych mieścił pierwotnie również urząd pocztowy. Projektantem jak i wykonawcą tego budynku był syn ziemianina, poety i filantropa Edmunda Karola Dzieży Łozińskiego, dziedzica Potoka i Turaszówki – architekt Oskar Łoziński. Dzieło pana Oskara łączyło w sobie cechy klasycystyczne i secesyjne. Trzyskrzydłowa bryła ozdobiona została ryzalitami, gzymsami, dekoracyjnymi obramowaniami okien. Całości dopełniały rzeźbione kartusze zawierające herby. W czasie gdy powstał ten wspaniały budynek, plac Konstytucji był centralnym punktem miasta, w którym zbiegały się główne ulice.



             Przejdźmy sobie na stare miasto poszukać rajców i burmistrzów. Przecież tam, w znanym nam wszystkim budynku wyposażonym w zegar ze słynnej fabryki Mięsowicza, przez sto lat obradowali miejscy wybrańcy. Dzisiaj w budynku tym ma siedzibę rektorat PWSZ.
            W okresie absolutyzmu, władzę w Krośnie sprawowali podporządkowani monarchii urzędnicy, wykonujący bezwzględnie polecenia zaborców.  Trzynastego lutego1867r. ksiądz kanonik Ludwik Wodziński, jako najstarszy wiekiem rajca otworzył pierwsze posiedzenie Rady Królewskiego Wolnego Miasta Krosna. Czcigodni rajcy przez aklamację wybrali naczelnika gminy czyli burmistrza w osobie Adama Śmiglewskiego oraz pięciu asesorów, spośród których na zastępcę burmistrza mianowano Sylwestra Jaciewicza. Pięć miesięcy później do Krosna przyłączono Guzikówkę i w związku z tym rozpisano nowe wybory. 26 października na czele gminy stanął kolejny burmistrz, farmaceuta Wojciech Pik. Początkowo rajcy obradowali w wynajmowanej na ten cel kamienicy należącej do Anny Kapiszewskiej, lecz już po roku pani Anna wypowiedziała umowę najmu. Kolejną siedzibą władz miasta stał się odkupiony od rodzin Dembowskich oraz Łagońskich za cenę sześciu tysięcy złotych Pałac Biskupi. Była to jednak siedziba tymczasowa. Wszak tradycją krośnieńską było, że godnym miejscem sprawowania władzy w grodzie zawsze był rynek. Tam przecież przez wieki stał ratusz. Niestety, liczne pożary nawiedzające Krosno na przestrzeni dziejów sprawiły, że po tym gmachu nic nie pozostało. Ostatecznie po wyremontowaniu w 1879 roku budynku należącego do gminy a usytuowanego pod adresem Rynek 1, kamienica ta na następne sto lat stała się siedzibą magistratu.
           Dziś zamiast władz miejskich, ten szacowny budynek zajmują władze uczelniane. W pomieszczeniach, gdzie wielcy krośnieńscy burmistrzowie, tacy jak August Lewakowski, czy Feliks Czajkowski snuli swoje wizje rozwoju miasta, Jego Magnificencja, prof. nadzwyczajny. dr hab. Janusz Gruchała realizuje ambitne plany edukowania krośnieńskiej młodzieży i uczynienia z Królewskiego Wolnego Miasta Krosna liczącego się ośrodka akademickiego. Czcigodnego rektora można codziennie spotkać w Rynku, gdy zdecydowanym krokiem maszeruje pomiędzy rektoratem a instytutem humanistycznym, w którym dzielnie walczy o prawidłowe i godne używanie języka ojczystego.
           Aby spotkać wspaniałych burmistrzów, niestety musimy pospacerować dalej, na ulicę Krakowską, do starej, miejskiej nekropolii. To tutaj większość z nich znalazła swoje miejsce wiecznego spoczynku. A były to osoby nietuzinkowe, patrycjusze godni najwyższego szacunku.  Postać Wojciecha Pika przybliżyłem szerzej w jednym z wcześniejszych spacerów, poświęconym krośnieńskim lekarzom i farmaceutom.
               Pod nagrobkiem z czerwonego piaskowca spoczywa Sylwester Jacewicz, wieloletni radny, zarówno miejski jak i powiatowy. W swojej karierze pełnił funkcje asesora, zastępcy burmistrza oraz burmistrza. Był niezwykle sumiennym rajcą. Wielokrotnie napominał innych i wzywał do nie zaniedbywania obowiązków.




W latach 1882 do 1887 godność burmistrza pełnił doktor medycyny Modest Humiecki. Ten niezwykle zasłużony lekarz i samorządowiec, ziemianin, ostatni tabularny właściciel ziemski Rzepnika, przez wiele lat pełnił funkcję radnego powiatowego oraz miejskiego. Pomimo wielu obowiązków społecznych był wspaniałym lekarzem. O każdej porze, czy to w dzień czy w nocy docierał swoją bryczką do potrzebujących pomocy. Znajdował również czas na działalność literacką i publicystyczną. Zmarł 9 grudnia 1899 roku w wyniku urazu kręgosłupa spowodowanego wypadkiem, podczas próby dotarcia do pacjenta. Jako że był niezwykle zaangażowany w zwalczaniu epidemii cholery, pogrzeb doktora Humieckiego odbył się na cmentarzu cholerycznym w Rzepniku. W kościele kapucynów znajduje się tablica upamiętniająca tego zacnego człowieka.
Kolejnym włodarzem królewskiego grodu był August Lewakowski, doktor prawa. Do Krosna przybył w 1872 roku i pelnił funkcję sędziego powiatowego przez siedem kolejnych lat. Następnie przez cztery lata pracował w sądzie okręgowym w Samborze by w 1883 roku powrócić do Krosna i otworzyć kancelarię adwokacką w budynku Pałacu Biskupiego. Ogromny autorytet jaki pan August zdobył swoją sumienną pracą umożliwił mu objęcie funkcji burmistrza. W roku 1887 spośród 24 radnych tylko jedna osoba glosowała przeciw wyborowi Lewakowskiego, zaś dwa lata później został wybrany jednogłośnie. Był to człowiek niezwykle aktywny. Wielokrotnie wybierany do rady powiatu. Ponadto był członkiem izby poselskiej parlamentu austriackiego, w Radzie Państwa reprezentował związek gmin wiejskich. Założył Towarzystwo Tkaczy w Korczynie. Prezesował straży pożarnej i założył orkiestrę strażacką. Pełnił również funkcję Dyrektora Towarzystwa Zaliczkowego. To z jego inicjatywy udzielano wielu pożyczek na budowy domów, czym przyczynił się do rozwoju budownictwa, rzemiosła oraz powstania pięknych, do dziś cieszących oczy budynków. Niektóre z nich są perełkami architektonicznymi. Aby je podziwiać wystarczy się przespacerować po mieście, nie zapominając odwiedzić ulicę Augusta Lewakowskiego. W nocy z dziewiątego na dziesiątego września 1891 roku w krośnieńskim rynku wybuchł groźny pożar. Pan August, jak przystało na dobrego gospodarza miasta, stanął na czele akcji gaśniczej, opanował panikę i własnym przykładem zachęcał mieszkańców do ratowania miasta. Dzięki jego postawie opanowano żywioł i grodu nie strawił ogień. Niestety, już wtedy burmistrz nie był zdrowym człowiekiem. Silny wstrząs oraz wielki wysiłek doprowadziły do tego iż 12 września zmarł ten zacny patrycjusz. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją żalu i okazanego szacunku. Wszystkie liczące się w kraju czasopisma zamieściły wspomnienia pośmiertne. Odwiedzając stary cmentarz nie zapomnijmy pokłonić się przed grobem tego wielkiego krośnianina.



Następcą Augusta Lewakowskiego został jego dotychczasowy zastępca, również doktor prawa Feliks Czajkowski. Pochodził z Domaradza. Po studiach w Krakowie został adwokatem krajowym w Sądzie powiatowym w Krośnie. Przez trzydzieści cztery lata był krośnieńskim rajcą a dziewiętnaście lat burmistrzem. W czasie swojego aktywnego życia pełnił dziesiątki funkcji w niemal wszystkich liczących się organizacjach działających w Krośnie, powiecie oraz Królestwie Galicji i Lodomerii. Współtworzył „Sokoła”, prezesował Ochotniczym Strażom Pożarnym, przewodniczył Radzie Szkolnej, Radzie Nadzorczej Towarzystwa Zaliczkowego. Wszystkich jego funkcji oraz organizacji w których działał nie sposób wyliczyć. Dziewiętnastego grudnia 1900 roku rada nadała mu jednogłośnie tytuł Honorowego Obywatela Królewskiego Wolnego Miasta Krosna. Dziewięć lat później został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Cesarza Franciszka Józefa Pierwszego. Doktor Feliks Czajkowski do ostatnich dni był aktywnym obywatelem. W lipcu 1920 roku przewodniczył Komitetowi Obrony Państwa. Trzy lata później zmarł. Ani dokładna data śmierci ani miejsce pochówku nie są znane, Jednak spacerując po ulicy Feliksa Czajkowskiego pamiętajmy o tym wspaniałym społeczniku i samorządowcu.
Ostatnim krośnieńskim burmistrzem okresu autonomii galicyjskiej był o dziwo kolejny doktor prawa, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Kanty Jugendfein. przybył do Krosna w 1890 roku by objąć funkcję adwokata krajowego w Sądzie Powiatowym. Niezwykle zaangażował się w życie społeczne. Był radnym, asesorem a w latach 1910 do 1921 burmistrzem. Zakładał a następnie prezesował Towarzystwu Gimnastycznemu „Sokół”, kierował Towarzystwem mieszczańskim „Zgoda”. Był niezwykle zaangażowany w rozwój krośnieńskiej oświaty. kierował miastem do swojej śmierci w 1921 roku.
 
Czasy galicyjskiej autonomii to jedne ze wspanialszych lat w historii Krosna. Nie był wtedy gród nad Wisłokiem i Lubatówką  tak potężny i bogaty jak w szesnastym wieku, wręcz odwrotnie. W ten okres wchodziliśmy jako miejscowość w stanie kompletnej ruiny, wyniszczona wojnami, pożarami, epidemiami oraz wszelkimi innymi plagami jakie w ciągu stu poprzednich lat nawiedzały ziemię krośnieńską oraz sam królewski gród. Jednak nigdy w historii krosno nie zaznało tak szybkiego rozwoju jak w tym krótkim czasie. Duży wpływ na to miał powstający przemysł naftowy oraz budowa kolei żelaznej, łączącej ten podupadły region ze światem. Jednak największe zasługi należy przypisać ludziom zamieszkującym wtedy miasto oraz okoliczne miejscowości. Wspaniali, patriotycznie nastawieni, posiadający wrażliwość społeczną, oraz niezwykle starannie wykształceni ziemianie, przemysłowcy, społecznicy, architekci, malarze, rzeźbiarze, literaci, lekarze, nauczyciele, farmaceuci, kupcy, rzemieślnicy. Wszyscy oni mieli jeden cel – przywrócenie Królewskiemu Wolnemu Miastu Krosnu dawnej świetności. Tym wspaniałym ludzkim kapitałem potrafili niezwykle sprawnie kierować krośnieńscy burmistrzowie – Siedmiu Wspaniałych. Dzięki takim ludziom władza nie zawsze musi się kojarzyć z despotyzmem, uciskiem, niesprawiedliwością, korupcją i nepotyzmem.
 
Czas zakończyć nasz jesienny spacer po galicyjskim Krośnie. Czytelników już dzisiaj zapraszam na kolejne. Trzeba spacerować, jednak nie tak bez celu. Zwracajmy uwagę na drobne, czasem niepozorne szczegóły architektoniczne, przyglądajmy się starym budynkom, przyłóżmy ucho do wiekowych kamieni. One mają dużo do opowiedzenia. To na nich odpoczywają, grzejąc się w promieniach słonecznych krośnieńskie duchy, które sprawują nad grodem swoją wieczną opiekę i służbę. Panu prezydentowi Piotrowi Przytockiemu oraz krośnieńskim radnym życzmy, aby za sto lat można było z równym zachwytem napisać o czasach ich panowania w naszym grodzie.  Wszak „Imperium virum ostendit”(sprawowanie urzędu świadczy o człowieku).  
 
Tadeusz Gajewski
 

 
  stronę odwiedziło już 33023 odwiedzający (74368 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=