Tadeusz Gajewski
  Spacer po Krośnie „Imperium blandum imperiosissimum”
 




Spacer po Krośnie
„Imperium blandum imperiosissimum”
Dobrze jest posiedzieć na krośnieńskim Rynku, popijać aromatyczną kawę i wodzić wzrokiem po urokliwych, ozdobionych niepowtarzalnymi podcieniami kamieniczkach mieszczańskich. Cicho, spokojnie i nostalgicznie.  Z tego leniwego zadumania, wytrąciła mnie dochodząca z oddali głośna kłótnia. Spojrzałem w tamtą stronę z nieskrywanym zaciekawieniem. Obok zaparkowanego na płycie rynku samochodu kilku umundurowanych jegomościów gromko tłumaczy właścicielowi pojazdu, że porządek musi być, że prawa należy przestrzegać , że nie wolno parkować w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Jeden z nich dzierżąc w ręku atrybut władzy w postaci bloczka mandatów kredytowych zabiera się do egzekwowania tejże   przez wypełnianie rzeczonego formularza.
Władza… Obok pieniędzy była zawsze czymś wzbudzającym pożądanie, dającym siłę i pewność siebie. Dobrze sprawowana  zapewniała spokój, bezpieczeństwo oraz możliwość rozwoju. Temperowała agresję a zarazem chroniła ogół przed bezprawiem i krzywdą. Istniała od zawsze. Nawet w najprymitywniejszych wspólnotach pierwotnych zawsze do kogoś należało ostatnie zdanie w sprawach dla tejże wspólnoty istotnych. Chrześcijanie twierdzą, że pochodzi od boga. A jak z tym było w naszych stronach?
Zostawmy w spokoju wykonujących czynności służbowe miejskich strażników. Zapraszam na spacer po Krośnie i okolicach w czasie i przestrzeni, aby odnaleźć początki i prześledzić rozwój oraz ewoluowanie naszej zwierzchności. Przenieśmy się zatem w czasy zamierzchłe.





Kotlina krośnieńska, wyznaczona biegiem rzek Wisłoka i Jasiołki, otoczona górami Beskidu Niskiego oraz Pogórza była niewątpliwie atrakcyjnym miejscem dla osadnictwa. Niestety, bytności w tym terenie najbardziej europejskiego człowieka, jakim był neandertalczyk, nigdy nie udokumentowano. Jednak nie jest to jeszcze dowodem na to, że ten pra kuzyn człowieka myślącego nigdy naszych stron nie zamieszkiwał. Czterdzieści tysięcy lat temu przywędrowali tutaj pierwsi homo sapiens. Przekroczyli oni Karpaty w poszukiwaniu mamutów. Egzystowali sobie kilka tysięcy lat, do czasu aż oziębienie klimatu nie wypędziło ich na południe. Gdy tylko w Dolinie Wisłoka i Jasiołki zrobiło się względnie cieplej, pędząc za stadami reniferów wrócili prehistoryczni myśliwi. Były to jednak ludy koczownicze. Nie zakładali stałych osad i trudno napisać cokolwiek o ich strukturze społecznej a co za tym idzie, sposobie zarządzania  społecznością. Dopiero w okresie neolitu środkowego i późnego można mówić o stałym osadnictwie. Była to tzw. kultura pucharów lejkowych i ceramiki sznurowej. Następną falą osadnictwa była związana z późną epoką brązu oraz wczesną żelaza, kultura łużycka. Trzecia fala to kultura przeworska bytująca na terenie dzisiejszego Krosna oraz Wietrzna prawdopodobnie do czasu wielkiej wędrówki ludów w okresie rzymskim. Według znawców tematu trudno nazwać to osadnictwo plemiennym. Były to raczej społeczności o charakterze rodowym a więc niewielkie grupy, nie powiązane jednolitą strukturą władzy. Nakręćmy zatem nasz wehikuł czasu na późniejsze lata. Przenieśmy się do okresu pierwszych Piastów czyli początków formowania państwowości. Kotlinę Krośnieńską porastał wtedy gęsty pierwotny, puszczański las oddzielający dwa żywioły słowiańskie. Po północnej i zachodniej stronie Piastowie budowali polską państwowość, na południu i wschodzie zaś egzystowała Ruś Halicka. Ciągnąca się wzdłuż Wisłoka puszcza była naturalną granicą pomiędzy wschodnią i zachodnią słowiańszczyzną. Ściągający z wszystkich stron osadnicy zajmowali te bezludne tereny dając początek karpackiemu tyglowi kultur, który charakteryzował ziemię krośnieńską do niechlubnych czasów Akcji Wisła, czyli czystek etnicznych końca lat czterdziestych dwudziestego stulecia, w wyniku których tereny te zostały pozbawione niemal całkowicie ludności ruskiego pochodzenia. Wróćmy jednak do wieków średnich. W owym czasie siedliska zakładane były głównie nad rzekami i ekspansja odbywała się wzdłuż tych rzek. Tereny nad Jasiołką i Wisłokiem zaludniali z jednej strony osadnicy polscy z ziemi bieckiej i sandomierskiej, z drugiej zaś  ludność ruska z okolic Sanoka. Prawdopodobnie granica pomiędzy państwem polskim a Rusią Halicką była w wyniku ścierających się żywiołów przesuwana. W jedenastym wieku część kotliny została opanowana przez Ruś, jednak już w 1205 roku Leszek Biały pokonując kniazia Romana w bitwie pod Zawichostem doprowadził do zmiany granic na korzyść Polski. Zapewne ziemia krośnieńska stała by się krainą miodem i mlekiem płynącą pod panowaniem piastowskich książąt, wykorzystując ciekawe położenia geograficzne, korzystne warunki przyrodnicze oraz co bardzo istotne, sąsiedztwo przełęczy dukielskiej, czyli naturalnej bramy na rozwinięte kraje Europy południowej. W celu zabezpieczenia szlaków handlowych wiodących na południe, zbudowano w Wietrznie warowny gród pełniący rolę kresowej strażnicy. Niestety lata 1259 – 1260 przyniosły zagładę. Przyczyn tego stanu możemy się doszukać w roku 1206 kiedy to rada przywódców plemiennych uznaje zwierzchność Chingis – Chana. Ten wielki wódz mongolski zbudował potęgę zdolną podbić świat. W latach 1237- 1240 Mongołowie podbili Ruś. Rok później Armia Batu - Chana spustoszyła Siedmiogród i zajęła Węgry. Słynny węgierski król z rodu Arpadów – Bela Czwarty liczył na pomoc mobilizowanych w tym celu wojsk polskich. Tatarzy przewidując polską odsiecz uderzyli na Małopolskę, zdobywając Lublin, Sandomierz i Kraków. Po zajęciu Śląska pokonali w kwietniu 1241 roku wojska księcia wrocławskiego Henryka Drugiego Pobożnego i przez Czechy wycofali się na Węgry. Dla naszych ziem tragiczna w skutkach była druga wyprawa tatarska. Po spustoszeniu Małopolski w 1259 roku, zagony chana tatarskiego urządziły odwrót przez ziemię biecką w kierunku na Sanok. Po drodze spalili większość osad oraz wymordowali lub wzięli w jasyr całą prawie ludność. 



Dopiero podczas trzeciego najazdu książę Leszek Czarny pokonał w Górach Świętokrzyskich potęgę chana Telboga, jednak duża część Małopolski stała się obszarem praktycznie wyludnionym.
Aby podźwignąć nasz region z upadku, Leszek Czarny oddał osadę krośnieńską wraz z przyległymi terenami we władanie biskupom lubuskim. Liczył zapewne, że pobożni purpuraci, niezwykle zamożni, zainwestują w tę spaloną ziemię i przyczynią się do rozwoju pogranicznych osad. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Biskupi poza tym, że ściągali daninę w postaci ziarna i miodu nie zainwestowali złamanego dukata w niepewny interes. Reasumując, władza rezydujących na zachodnich rubieżach Polski biskupów nie przyniosła naszym przodkom ani spokoju ani dobrobytu, tym bardziej, że  za panowania Władysława Łokietka ponownie te ziemie dostały się pod władanie Rusi.





Dopiero Kazimierz Wielki po 1340 roku przywrócił panowanie Piastów nad Krosnem. Ten światły monarcha docenił położenie Krosna i przewidział rolę jaką ta osada będzie pełnić w późniejszych wiekach. Kazimierz osadził na ziemi krośnieńskiej rycerski ród Bogoriów, który to ród posiadał osiemnaście wsi. Monarcha odbudował podupadłe osady królewskie, niegdyś lokowane na prawie polskim, sprowadzając nowych kmieciów i rzemieślników. Zakładał również nowe wsie, lokując je na prawie magdeburskim, co wiązało się z nadaniem tym miejscowościom samorządów. W połowie czternastego wieku osada rolnicza, jaką dotychczas był nasz gród, została lokowana na prawie niemieckim i stała się miastem królewskim.




Wiązało się to z podziałem władzy w grodzie pomiędzy samorząd mieszkańców a przedstawiciela panującego, jakim był w owych czasach wójt. Godność wójta była dziedziczna. Można ją było nawet odsprzedać innej osobie. Tak też się stało w Roku Pańskim 1367. Wtedy to miłościwie nam panujący król Kazimierz, zwany przez potomnych Wielkim potwierdził dokumentem fakt odsprzedaży wójtostwa krośnieńskiego na rzecz Peszka z Tarnowa. W wyniku tego aktu władzę nad miastem utracili dotychczasowi królewscy przedstawiciele czyli Michał i Jakusz. Z godnością wójta królewskiego Krosna wiązało się szereg przywilejów oraz obowiązków. Było to zajęcie niezwykle intratne. Czerpał bowiem dochody z ośmiu łanów gruntu bez obowiązku płacenia podatków, ponadto dochody z łaźni, jatek mięsnych, kramów sukiennych, szewskich, piekarskich, warsztatów kowalskich. Miał wyłączność na użytkowanie gospodarcze Wisłoka i Lubatówki w granicach miasta, czyli mógł stawiać sieci, zakładać stawy i sadzawki rybne, budować młyny. Czerpał również zyski z ogrodów. Pobierał trzecią część wszelkich opłat sądowych oraz szóstą część z  należnych królowi czynszów. W późniejszych okresach dochodziły kolejne pożytki z podległych wójtostwu osad i zagród kmiecych oraz licznych przywilejów co raz to ustanawianych przez kolejnych władców. Sprawował władzę sądowniczą w zakresie drobnych przestępstw i przewinień. Sam jednak posiadał immunitet i podlegał jedynie osądowi króla.




Wyższą instancją, do której można się było odwołać był Sąd Wyższy Prawa Niemieckiego powołany przez króla na zamku wawelskim. Poza czynnościami sądowymi miał jeszcze obowiązek ściągania na rzecz władcy wszelkich danin i czynszów oraz doglądać murów obronnych. W razie pospolitego ruszenia miał obowiązek wystawić jednego człowieka w zbroi, drugiego zaś wyposażonego w kuszę. Patrząc na to okiem współczesnym, wójt był odpowiednikiem obecnej administracji państwowej, sądowniczej oraz skarbowej, tyle że dzierżonej jednoosobowo. Odpowiednikiem zaś samorządu terytorialnego była rada. Początkowo przewodniczył jej sam wójt, w późniejszych latach na czele rady stał wybierany spośród rajców burmistrz. Składała się z sześciu mieszczan . Pierwotnie, prawdopodobnie wybierał ich ogół mieszkańców. Rozbudowie uległa również administracja sądownicza. Do sprawowania władzy sądowniczej powoływano na okres roku sąd ławniczy. Składał się on z wójta dziedzicznego, jego zastępcy, siedmiu ławników powoływanych spośród mieszczan oraz pisarza. Pisarz musiał posiadać wykształcenie akademickie i legitymować się przynajmniej stopniem bakałarza. Dzięki przywilejom królewskim nadanym przez Władysława Jagiełłę, sąd ławniczy mógł sądzić wszelkie zbrodnie zgodnie z prawem magdeburskim. Wyłączeniu podlegało jedynie zranienie lub zabicie szlachcica w granicach miasta. Takie zbrodnie podlegały sądom królewskim. Podstawowym sposobem wymierzania sprawiedliwości był pręgierz, kuna i wyświecenie z miasta.



Pręgierz był budowlą drewnianą lub kamienną przy której wykonywano karę chłosty. Inną karą było stanie w kunie, czyli przykutym łańcuchem za rękę w przypadku drobniejszych przewin, lub za szyję do bramy ratusza lub siedziby wójtowskiej. Obok stawiano symbol popełnionego wykroczenia. Wyświecenie oznaczało wypędzenie z miasta przy blasku pochodni.
Od samej lokacji urzędy sprawowane w mieście posługiwały się pieczęciami. Początkowo na pieczęci miejskiej wyryta była postać króla jegomości. Od szesnastego wieku stosowano pieczęć zawierającą rodowy herb Kazimierza Wielkiego czyli godło Piastów Kujawskich. Do dnia dzisiejszego znak ten stanowi herb Krosna. Innej pieczęci  używała władza wójtowska. Pieczętował się wielmożny wójt godłem w postaci orła w koronie. Ława zaś posiadała na pieczęci uszczerbiony herb założyciela miasta.
Zbudowanie fortyfikacji miejskich oraz pobliskiego zamku Kamieniec w Odrzykoniu miało ogromny wpływ na rozwój regionu oraz bogacenie się kupców i rzemieślników krośnieńskich. Do bezpiecznego, obwarowanego i strzeżonego grodu można było zwozić towary z dalekich krajów, urządzać składy wszelkiej ruchomej majętności bez obaw złupienia ich przez wszelakich zbójców grasujących w okolicznych górach. Cotygodniowe, poniedziałkowe targi ściągały do grodu wszystkich pragnących zbyć swoje produkty i zaopatrzyć się w potrzebne do życia rzeczy. Liczne przywileje dla krośnieńskiego kupiectwa zaowocowały wielkimi dochodami, powstawały ogromne fortuny mieszczańskie. Dowodem  na szczególne walory obronne grodu są zapisy w kronikach diecezjalnych, mówiące o napadzie Tatarów w roku 1524. Wtedy to do Krosna przybył biskup przemyski Jędrzej Krzycki. Zastał on miasto bezpiecznym i przysposobionym do odparcia najazdu. Przeto w roku następnym na wieść o szykującej się kolejnej napaści, zebrał ów biskup wszelkie insygnia oraz kosztowności diecezjalne i w Krośnie je zdeponował.
Praktycznie od samego początku istnienia miasta toczyły się przeróżne spory pomiędzy gminą a władzą wójtowską. Jej Królewska Wysokość, Miłościwie Panująca Jadwiga w Roku Pańskim 1397 zabroniła rajcom miejskim wtrącać się do spraw klasztoru franciszkanów. Jako, że rajcy nie uczestniczyli ani w fundacji ani w wyposażeniu klasztoru, przeto do spraw klasztornych praw żadnych nie posiadali. Królowa potwierdziła natomiast darowizny na rzecz pobożnych mnichów uczynione przez krośnieńskiego wójta, w postaci ogrodu za miastem wielkości jednego łanu gruntów.  Monarchini zagroziła radzie, że jakby ingerencji nie zaprzestali, zapłacą karę tysiąca florenów na rzecz skarbu oraz stu florenów dla starosty sanockiego. Dwa dziesiątki lat później wielce oburzyli się rajcy na wyrok ławy wójtowskiej skazujący kmiecia rezydującego w podległej miastu zagrodzie. Wyrokiem tym kmieciowi ręka została odrąbana. Zanieśli zatem patrycjusze grodzcy skargę do króla jegomości, srodze na wójta złorzecząc. Powołana przez majestat komisja złożona z mężów znakomitych, biskupów i wielmożów w prawie magdeburskim uczonych, skargę jako bezzasadną oddaliła a rajcom w sprawie owej wieczne milczenie nakazała. W Roku Pańskim 1451 rada cała jak i starsi cechu wraz z całym pospólstwem spór z wójtem o las miejski wiedli. Wójt  na zasadzie uzurpacji las zajął i zabronił mieszczanom drewna do cegielni grodzkiej pobierać. Mediację w sporze prowadził wielkorządca krakowski Mikołaj Pieniążek z Witowic. Wedle zawartej ugody las między wsiami grodzkimi Szczepańcową Wolą a Polanką we władanie mieszczan wrócił a jedynie kawałek przy wójcie się ostał. Dziewięć lat później ten sam spór zawrzał na nowo i z polecenia króla zatarg rozstrzygali podkomorzy krakowski wraz ze starostą sanockim.
 Solą w oku krośnieńskich patrycjuszy była dziedziczna władza wójtowska. Czynili przeto starania aby odkupić wójtostwo krośnieńskie od dotychczasowego dziedzica tej godności na rzecz gminy.
Dało by to miastu oprócz znacznych dochodów również zwierzchność nad sądownictwem grodzkim. Zaczęli zatem mieszczanie gromadzić potrzebne środki celem nabycia tych praw. Tak oto obywatel krośnieński Jan Schalner przekazał na ten cel z własnej szkatuły dwa tysiące złotych polskich, co było w owych czasach sumą niebagatelną. Po wielu staraniach i zabiegach miłościwie panujący król Zygmunt zwany Starym, wydał na ręce Jana Bonera, burgrabiego, żupnika i wielkorządcy krakowskiego przywilej pozwalający na to, by mieszczaństwo krośnieńskie odkupić mogło dziedziczne wójtostwo. Co też uczynili za sumę 2400 florenów. Konstytucja sejmowa w roku 1581 przyznała Królewskiemu Wolnemu Miastu Krosnu przywileje takie, jakie w owych czasach posiadała jedynie szlachta oraz stołeczne miasto Kraków w dochodzeniu gwałtów i krzywd. Posłał Miłościwy król rewizorów, kasztelana sanockiego Jana Drohojewskiego, chorążego czerskiego Piotra Brejkowskiego, stolnika przemyskiego Jana Brejkowskiego oraz podczaszego sanockiego Kaspra Stanisławskiego, aby na miejscu sprawy zbadali i orzekli czy zbycie wójtostwa w niczym nie zaszkodzi królewskiej szkatule. Jako, że rewizja wypadła dla grodu pomyślnie, nabycie przez mieszczan wójtostwa zatwierdził warszawski sejm w Roku Pańskim 1598. Cieszyli się zatem tymi przywilejami oraz sprawowaną przez siebie władzą w obrębie grodzkich murów krośnieńscy mieszczanie aż do upadku Rzeczypospolitej, kiedy to władze austriackie swoje rządy zaczęły sprawować a mury obronne, stanowiące chlubę miasta kazały rozebrać.
 


Wróćmy do czasów współczesnych, zamiast grodzkich pachołków przykuwających złoczyńców do wybudowanego przy wójtowskiej kamienicy pręgierza, mamy strażników miejskich wypisujących mandaty. Jedynym śladem stwierdzającym obecność dawnego ratusza, jest zarys jego fundamentów nakreślony na płycie staromiejskiego rynku. Nadal co rusz słychać o konfliktach pomiędzy rezydującymi w Krośnie przedstawicielami administracji rządowej a zarządzającą miastem radą . Historia kołem się toczy a możliwość zdobycia władzy budzi ogromne emocje, tak było przed wiekami, tak jest również obecnie jak tylko zbliżają się wybory, dające przepustkę do zaszczytów, godności, splendoru. Za wszystko teraz jak i w zamierzchłych czasach, płaci szary obywatel. Podobno dla swojego dobra. Czas kończyć spacer i wracać do domu. Niestety, tam też ktoś rządzi… Ciekawe kto…
 
Tadeusz Gajewski
 

 
  stronę odwiedziło już 33023 odwiedzający (74375 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=