Tadeusz Gajewski
  Fortuna numquam perpetuo est bona
 

 

   Spacer po Krośnie
 
Fortuna numquam perpetuo est bona 
 
 
   Po kilkudniowym załamaniu pogody i aurze nie skłaniającej do sielskich spacerów, zza zasłony ciężkich deszczowych chmur nareszcie ukazała się rozpromieniona gęba świetlisto złotej tarczy słonecznej. Delikatny zefirek, rozrzucający i lekko schładzający oczyszczoną z pyłów oraz spalin atmosferę, nieśmiało zaprasza na spacer. No, jak natura tak grzecznie prosi, to grzech odmówić.
 
          Przyjemnie tak iść bez konkretnego celu, wlepiając wzrok w cudowne fasady zatopionych w zieleni,  krośnieńskich willi i okazałych domów zamożnych notabli z okresu początków dwudziestego stulecia. Proste bryły z nawiązującymi do tradycji szlacheckiej ryzalitami, boniowane jasnym tynkiem narożniki, kontrastujące z ceglanymi, ciemnymi ścianami, wszystko pięknie wkomponowane w zieleń ogrodów. 


Zbudowany w 1905 roku dom Grachmanów przy ulicy Lewakowkiego. (strona zachodnia)

Niezwykle skromne a jakże eleganckie domy urzędników, romantycznie ozdobione drewnianymi gankami oraz budowane z wielkim rozmachem i bogactwem formy, przepyszne wille przemysłowców. Uzbrojone w monumentalne kolumnady lub charakterystyczne dla tego okresu wieżyczki, cieszą wzrok swoją piękną architekturą i niezwykle dopracowanymi szczegółami. Mieszanie wielu stylów, jednakże z zachowaniem umiaru i dobrego smaku, daje efekty  niesamowitej uczty estetycznej.
           Przyjemnie tak iść ulicą Augusta Lewakowskiego i podziwiać jakże piękne i jakże różniące się domy. Niezwykle malowniczy parterowy z piętrową wieża, ozdobiony dwoma gankami dom Grachmanów , czy skromny,  w swojej prostocie, elegancki, dawny dom Jana Mrówki z 1900 roku. Zachwyt wzbudza wzniesiona w 1913 roku, klasycystyczna w formie a narodowa w swoim dworkowym stylu, willa Jana Mrówki. Miło, nostalgicznie, można się rozmarzyć.


 willa Jana Mrówki       
 
Nagle, na wysokości paskudnej, przypominającej karton po pizzy blaszanej bryły supermarketu, z zadumania przywrócił mnie rzeczywistości, niski, chropawy, z pewnością nie operowy, głos męski, zwracający się do mnie jakże wyszukanym słownictwem: „ Szanowny pan prezes będzie łaskaw zasponsorować buteleczkę winka niezbędnego, aby ugasić pragnienie w tak piękny i słoneczny dzień!” Połechtany uhonorowaniem równie wysokim, co nienależnym mi tytułem oraz rozbrojony szczerością wypowiedzi jak i  niezwykłą kulturą osobistą miejscowego kloszarda, wysupłałem z kieszeni ciężko zarobione pięć złotych i lekką ręką obdarowałem proszącego, podnosząc na chwilę własną samoocenę. Ścigany wiernopoddańczymi podziękowaniami niezwykle uszczęśliwionego człowieka, zadowolony ze swojej „jaśniepańskiej” hojności, udałem się powolnym marszem w miejsce, gdzie przez stulecia łączą swe wody obie krośnieńskie rzeki -  Wisłok oraz Lubatówka.
 
          Miejsce to magiczne, symbol ubóstwa i hojności, cierpienia, niedostatku i miłosierdzia.  Przenieśmy się zatem  w czasie do dnia 14 miesiąca września Roku Pańskiego 1431. Wtenczas to bawiący w mieście Tyczynie,  Miłościwie panujący Władysław III Jagiełło, Król Polski, Wielki Książę Litewski, w swojej dobroci, wydał przywilej  ulokowanemu tuż za murami Królewskiego Wolnego Miasta Krosna, nieopodal Bramy Krakowskiej na gruntach Przedmieścia Krakowskiego szpitalowi Św. Ducha. Mocą przywileju  zakupiono  przez rajców krośnieńskich dwa półanki między Wisłokiem a Korczyną. Grunta owe zwolnione  były ze wszelakich ciężarów i powinności a czynsz z nich zbierany w całości szkatułę szpitala dla ubogich zasilał. Dwa domy pobudowane obok kościoła Św. Ducha wciśniętego między wody Wisłoka a Lubatówki, dwunastu ubogich zamieszkiwało i utrzymanie weń miało po kres dni swoich. Tak to mieszczanie krośnieńscy wzmocnieni prawem królewskim o godną starość dla wdów i kalek swoich, co ich los zły w nędzę wpędził, hojnością zadbać potrafili.
 Opuśćmy zatem przedmieście i przez Bramę Krakowską do grodu się udajmy. Tam to przy farze dom z bali grubych ciosany stał, gdzie Bractwo Świętego Łazarza swój szpital miało. A wszystko za sprawą sprawującego posługę na Chwałę Bożą przewielebnego kanonika przemyskiego, proboszcza  krośnieńskiej parafii Feliksa de Valle. On to rozpasanie dziadów żebractwem się parających ukrócił i w karby prawne uchwyciwszy na drogę bożego porządku skierował. Początek dzieło owe miało w trzech starcach żebractwem się parających, a byli nimi Jan Mierosławski, Szczęsny z Kobylan i Bartosz z Bnina. Im to ks Feliks stosowne statuta ułożył i w Bractwo Świętego Łazarza złączył. Dnia dziewiątego, miesiąca października Roku Pańskiego 1595 Jego Ekscelencja Najprzewielebniejszy Biskup Przemyski Wawrzyniec Goślicki  zatwierdził statut bractwa.
Kodeksu owego fragmenty  przytoczę, albowiem widzi mi się, że dzisiejszym dziadom proszalnym, tudzież żebrakom i zbieraczom na napitki przeróżne taki statut byłby użytecznym
 
Punkt czwarty: Mają bracią zachorzałą ze skrzynki swej zapomagać, jeżeliby umarł, mają go z tejże skrzynki wyprawić, świece, mary i insze, które należą do obrzędów maja mieć.
 
Punkt piąty: Kościelne posługi odprawować powinni wedle możności, jako zamiatać kościół, ochędorzać ołtarze, psy wyganiać i inne znośne posługi
 
Punkt szósty: Starszego mają z pośrodku siebie wybrać, któryby był trzeźwy i Pana Boga się bał, wszakże mają go podać plebanowi, aby o nim wiedział i potwierdził go za własnego starszego, do upodobania jego, a do niego dwóch braci na pomoc, którym inni bracia posłuszni we wszystkim być mają. Także opowiadać się starszym biorąc u nich dozwolenie na żebranie do wsiów.
 
Punkt dziewiąty: Mają też wszyscy żebracy bractwa tego mieć znaki na czapkach, bądź będzie w mieście bądź też we wsi. A któryby nie miał, albo mówił przeciw temu, wtedy ma być z bractwa i miasta wyrzucon. A ci wszyscy mają być wolni od miejskich podatków i robocizny, albowiem na kościelnych posługach są.
 
Punkt dziesiąty: Mają dwóch wysyłać z puszka po wsiach i pobliskich miasteczkach, wyprawiwszy sobie list od plebana, prosząc o wspomożenia za schorzałą bracią, a z tego i z inszych liczbę czynić na każdy kwartał przed plebanem.
 
Punkt jedenasty: Dziadowie, którzyby po gospodach, jak w nocy, tak i we dnie, po gorzałkach pijaństwem zbytnem się bawili, ci za przeświadczeniem pierwszym mają być karani, a gdzieżby się dalej dopuścił, tedy  karanie odniesie i od miasta odkazanie. A gdyby się przy kościele swarzyli jeden z drugim, albo Innem szpitalnem ubóstwem, także tez i na ulicy, starszy takowego kuną skarać ma. I baby szpitalne, które przy kościele siedzą, jeżeliby się swarzyły albo w kościele próżnemi mowami się bawiły, skarać kuną mają. A to przecie z dozwolenia Plebana swego.
 
Tak to dziadowie krośnieńscy swoje bractwo mieli i szpital swój, gdzie starzy, chorzy bracia żebraczego cechu, dni swoich w sytości i opiece doczekać mogli.
Ubodzy i chorzy starcy stanu szlacheckiego mieli swój szpital przy kościele franciszkanów. Niestety w czasie pożaru w 1638 roku obszerne zabudowania szpitala spłonęły.
Nie były to szpitale w owych czasach podobne obecnym. Można je przyrównać do współczesnych domów starców i hospicjów. 


willa Tenerowiczów

Tak przebiegł nasz spacer w czasie i przestrzeni od luksusowych domostw zamożnych krośnian przez piętnasto i szesnastowieczne instytucje dobroczynne na przedmieściu oraz Starym Mieście. Minąwszy miejsce gdzie kiedyś stała Brama Węgierska wróćmy do współczesności. Kontynuujmy zatem nasz spacer Przedmieściem Węgierskim i cieszmy oczy kolejnymi willami, które niczym perły błyszczą wśród szarej współczesnej zabudowy.  Nawiązująca do narodowych tradycji willa Tenerowiczów przy ulicy Grodzkiej zaprojektowana przez Stanisława Bergmana, Obecnie siedziba liceum katolickiego, przed laty mieściła się w niej biblioteka. Niżej, po przeciwnej stronie ulicy, niezwykła willa Orlewiczów z narożnymi czworobocznymi ryzalitami oraz facjatą zwieńczoną barokowym szczytem. Całość przykryta mansardowym dachem. 


Willa Orlewiczów przy ul. Grodzkiej.

Skręcimy w lewo na ulicę Piotra Skargi  by minąwszy gmachy szkoły realnej oraz kolegium nauczycielskiego dojść do ul Staszica gdzie od razu rzucają się w oczy dwa piękne budynki w stylu willowym czyli dom artysty malarza Stanisława Bergmana oraz willa Słotwińskich. Pierwszy jest dziełem Jana Sasa- Zubrzyckiego i odznacza się wpływami malowniczego eklektyzmu nawiązującego do tradycji historycznej. Portal wejściowy z kamiennymi ozdobami odwołuje się do stylu gotyckiego, jasne, kontrastujące  z resztą elewacji tynkowe pasy oraz boniowe narożniki nadają domostwu specyficznego charakteru. Drugi, zaprojektowany przez Jana Skórę, o ciężkiej masywnej budowie z głębokimi loggiami oraz ostro zarysowanymi ryzalitami, wykuszami i gankiem. Całość nakryta niezwykle dostojnym dachem dwuspadowym, półszczytowym z charakterystycznym hełmem na narożnej formie wieżowej.


willa Słotwińskich
 Minąwszy przypominający stojące rury kanalizacyjne pomnik wkraczamy na ul Wojska Polskiego gdzie od razu rzuca się w oczy okazała willa Zdanowiczów z niesymetrycznie wkomponowanym ryzalitem  mieszczącym loggie. oraz taras przechodzący w bramę. 



Charakterystyczna głęboka loggia z widocznymi kamiennymi ozdobnikami - willa Zdanowiczów przy ul. Wojska Polskiego


Dalej królują blokowiska z pozostawionymi gdzieniegdzie skromnymi, aczkolwiek pięknymi, murowanymi lub drewnianymi, starymi domami mniej zamożnych krośnian. Pora zakończyć spacer, usiąść na ławeczce, odpocząć, popatrzeć na szalejących deskorolkami dzieciaków w nowo wybudowanym skate parku. Ledwie tylko ulżyłem zdrożonym członkom a już usłyszałem charakterystyczny chropawy baryton: „pan szanowny wspomoże monetą na jakiś obiad albo cuś”. Zdziwionyzapytałem, czy aby nie na wino owocowe i czy na pewno na żywność szanowny kloszard zbiera. „Ależ oczywiście królu złoty, wszak zbiera się na deszcz a u Brata Alberta po konsumpcji na nocleg nie wpuszczą” . Zadziwiające, wygląda na to, że znajdujący się nieopodal dom pomocy Towarzystwa Świętego Brata Alberta, w jakimś niewielkim, ale zawsze, stopniu nawiązuje do chlubnych tradycji dziadowskiego prawa Bractwa Świętego Łazarza. No cóż historia kołem się toczy, wszak powstające z ofiar mieszkańców Krosna hospicjum to też kontynuacja samarytańskich idei  przedwiecznych krośnieńskich szpitali. Los dla nikogo nie jest wiecznie łaskawy, pamiętajmy o tym gdy syci, elegancko odziani, przemierzamy reprezentacyjne ulice, ciesząc wzrok pięknem krajobrazu. Jutro możesz być z drugiej strony koła fortuny.
 
Tadeusz Gajewski
 
  stronę odwiedziło już 34665 odwiedzający (77546 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=