Tadeusz Gajewski
  Pojedziemy na łów... "Majowe rozmyślania starego marzyciela"
 
Pojedziemy na łów…”

„Głosy”
Wiosna.
Dukt leśny rozbrzmiewa
słonki wieczornym chrapaniem.
I noc – słowicze trele
jak anielskie chóry,
i szumią drzewa…

Tadeusz Gajewski

„Majowe rozmyślania starego marzyciela”

Dla myśliwego maj jest miesiącem szczególnym. Po ciężkich zimowych zmaganiach ze śniegiem i mrozem przychodzi chwila wytchnienia. Nie trzeba już targać na plecach worków z karmą, dostarczać jej w śniegu po pas do odległych paśników. Po zbiorowych polowaniach pozostały miłe wspomnienia wspólnych wypraw. Maj to czas samotnego kontaktu z wiosenną przyrodą, to moment upajania się wspaniałą muzyką lasu, dźwiękami, jakich nie jest w stanie zapewnić najwspanialsza sala koncertowa.
Oczekiwanie na wieczorny koncert sprzyja przemyśleniom, wszak zanim nad leśnym duktem rozlegnie się charakterystyczne chrapanie lecącej poniżej wierzchołków drzew długodziobej słonki, trzeba dłuższą chwilkę w milczeniu i bezruchu posiedzieć.
W zetknięciu z majestatem odradzającej się natury do głowy przychodzą zawsze pytania iście filozoficzne, zmuszające do rozważenia problemów niezwykle istotnych, pryncypialnych. Tej wiosny piszący te słowa skryba koła łowieckiego “Ponowa” w Krośnie ma dodatkowy powód do przemyśleń; zakończone niedawno walne zebranie obarczyło go na najbliższe pięć lat funkcją przewodniczącego Komisji Informacji, Etyki, Tradycji i Obyczaju Łowieckiego. Czas więc uruchomić szare komórki i zrobić wiosenne porządki w myśleniu o istocie łowiectwa, zadaniach na przyszłość. Trzeba odnaleźć odpowiedzi na cisnące się gromadnie pytania.

Dzieje myślistwa, najstarszego męskiego zajęcia człowieka można podzielić na trzy okresy. Najdłuższym a zarazem najstarszym był okres, gdy homo sapiens polował aby przeżyć. Całe życie ówczesnego człowieka zależne było od mocarnych mamutów i śmigłych reniferów. Zwierzęta te zaspokajały niemal wszystkie potrzeby materialne oraz żywieniowe. Stopniowo, w miarę rozwoju rolnictwa oraz przechodzenia z trybu życia koczowniczego na osiadły, czas prehistorycznych łowców przemijał. Przejście z ustroju wspólnoty pierwotnej do feudalizmu rozpoczęło drugi okres - czasy łowów królewskich i rycerskich. W tym okresie myślistwo stanowiło swoisty trening rycerski. Wraz z kształtowaniem się obyczaju i etyki łowieckiej powstały rycerskie kodeksy, pojęcie honoru, braterstwa. Te cechy wojennego rzemiosła wywodziły się bezpośrednio z obyczaju myśliwskiego. W czasach owych pozyskiwanie dziko żyjących zwierząt było jeszcze nadal niezwykle istotną gałęzią gospodarki. Rozmach królewskich łowów Piastów, Jagiellonów czy władców elekcyjnych zapewniał splendor i dawał świadectwo potęgi państwa polskiego.
Przejście z okresu pierwszego do drugiego trwało długie wieki, inaczej było z przejściem do trzeciego okresu, czyli współczesnego modelu myślistwa, nastawionego na ratowanie i zachowanie dla przyszłych pokoleń resztek dzikiej przyrody, zniszczonej przez rozwój infrastruktury, uprzemysłowienie, oraz wyniszczające kontynent europejski wojny.
Wycięte puszcze, zamienione w bezkresne pola uprawne, poprzecinane siecią dróg. Tysiące fabryk, miliardy ludzi. Wszystko to doprowadziło do takiego zachwiania równowagi, że większość gatunków nie jest w stanie przetrwać bez ingerencji człowieka, dokarmiania, prawidłowej selekcji, eliminowania nadmiernie rozmnożonych gatunków ekspansywnych jak np. lis, czy gatunków obcych (jenot, norka amerykańska, szop pracz), wypierających rodzime.
Na ziemiach polskich okresem przejściowym były czasy zaborów.  Nastąpił wtedy kres wielkich łowów królewskich. Wyniszczanie przez zaborców patriotycznie nastawionych środowisk szlacheckich przyczyniło się do upadku zorganizowanego myślistwa, przez owe środowiska pielęgnowanego.
Rozbito ostatnie oddziały konfederatów barskich, ucichły ostatnie wystrzały insurekcji kościuszkowskiej. Z mapy europy wykreślono Najjaśniejszą Rzeczpospolitą. Na zajętych terenach zaborcy zaprowadzali swoje prawa. Jako, że obyczaj łowiecki nierozerwalnie związany był ze stanem rycerskim, od samego początku najeźdźcy krzywo patrzyli na organizowane przez patriotyczne ziemiaństwo wielkie zbiorowe polowania. Nie bez racji sądzili, że taka zorganizowana forma myślistwa to kuźnia niepodległościowych knowań, wylęgarnia sarmackich dążeń do odrodzenia niepodległego państwa. Po klęsce kampanii napoleońskiej nasiliły się represje. W poszczególnych zaborach zakazano wszelkich form stowarzyszeń łowieckich, konfiskowano broń, odbierano majątki ziemskie. Co światlejsi przedstawicie prześladowanych rodów przenosili się do miast i zasilali nowo powstającą warstwę inteligencji. Wykształceni potomkowie rycerskich rodów zostawali prawnikami, profesorami, lekarzami, przemysłowcami. Największe spustoszenia wśród ziemiaństwa nastąpiły w zaborze austriackim. Cesarscy urzędnicy wykorzystując klęski nieurodzaju oraz kilka następujących po sobie epidemii cholery i tyfusu, dziesiątkujących najuboższe grupy społeczne, inicjowali rabacje, podburzali chłopów do palenia i rabowania dworów szlacheckich. Taki los dotknął wiele majątków w powiecie krośnieńskim. W Polance chłopi pobili Tytusa Trzecieskiego oraz goszczącego we dworze Wincentego Pola i odstawili do jasielskiego cyrkułu. W Krościenku Wyżnym podobnego losu uniknął hrabia Jabłonowski, ponieważ obronili go jego włościanie.
Jako że zaborcy skutecznie utrudniali rozwój praktycznego i zorganizowanego myślistwa, cały trud ówczesnych nemrodów skupił się na zachowaniu obyczaju, kultywowaniu tradycji, etyki. Jak grzyby po deszczu powstawały dzieła opiewające chlubną łowiecką przeszłość, ale też rozprawy nauczające myśliwskiego rzemiosła. Niezwykle zasłużonym dla oświaty łowieckiej autorem był pan Ignacy Bobiatyński, który w 1823 roku wydał w Wilnie dwutomowy podręcznik „Nauka Łowiectwa”. Było to niezwykle wartościowe dzieło, ukazujące obok praktycznych wskazówek niezbędnych każdemu adeptowi, wiele zagadnień związanych z szeroko pojętą etyką i potrzebą zachowania starego obyczaju oraz tradycji. W okresie tym obok publikacji praktycznych powstało wiele dzieł z gatunku literatury pięknej. Niektóre z nich jak choćby słynny wiersz Brunona Kicińskiego „Fryc’, który w ciekawy sposób przedstawia język łowiecki, to do dziś aktualne utwory wzbogacające naszą wiedzę.
Podczas, gdy w Królestwie oraz Prusach szykany dotykały myśliwych przez cały dziewiętnasty wiek, to w Królestwie Galicji i Lodomerii nową jakość przyniósł okres Autonomii Galicyjskiej. Osłabione licznymi klęskami cesarstwo Habsburgów, zmuszone zostało do licznych ustępstw a co za tym idzie przyznania podbitym wcześniej krajom niespotykanych w innych zaborach swobód. Przełomowym okazał się rok 1862. Wtedy to Miłościwie Panujący Franciszek Józef Pierwszy zezwolił w swojej dobrotliwości na powstanie we Lwowie Miejskiego Towarzystwa Myśliwskiego. W szeregi Towarzystwa wstępowali głównie przemysłowcy oraz inteligencja lwowska. Największe jednak zasługi dla odrodzenia polskiego łowiectwa w nowoczesnej formie miało powstałe w roku 1871 Towarzystwo Lisowickie. Założycielem tej zacnej, organizacji był człowiek niezwykły - Kazimierz Stanisław Michał Wodzicki, wybitny przyrodnik, ceniony ornitolog, członek wielu europejskich organizacji przyrodniczych, autor wielkiej ilości publikacji z dziedziny łowiectwa. Towarzystwo posiadało rygorystycznie przestrzegany statut, własną straż łowiecką zwalczającą kłusownictwo. Organizacja ta przyciągała wybitne osobistości, znane z kart historii, niezwykle zasłużone. Osobliwością była trójka przyjaciół, którzy sami nazwali się „Psami Melpomeny’. Byli to: Jan Fredro, dramaturg, syn Aleksandra hrabiego Fredry, Leopold Starzeński, wspaniały myśliwy, ale również wybitny dramaturg i poeta oraz legendarny Włodzimierz Dzieduszycki, gospodarz słynnych polowań w Poturzycy, bibliofil, twórca wspaniałej kolekcji literatury, bogatej w niezwykłe dzieła zarówno drukowane jak i cenne rękopisy. Pan Włodzimierz był starannie wykształconym przyrodnikiem, jego największą pasją było muzealnictwo. W 1880 roku otworzył we Lwowie pierwsze na ziemiach polskich, liczące w dniu otwarcia 160000 eksponatów Muzeum Przyrodnicze.
Myślę, że nie będzie z mojej strony nadużyciem, jeżeli początek współczesnego łowiectwa umiejscowię we wspomnianej Poturzycy. Wprawdzie łowy u pana Dzieduszyckiego swoim charakterem i rozmachem przypominały jeszcze schyłkowy okres słynnych polowań królewskich czy radziwiłłowskich, co uwiecznił na swoich obrazach Juliusz Kossak, jednak tam właśnie wypraktykowano nowoczesne metody gospodarki łowieckiej, zasady ochrony zwierzyny przed rabunkową gospodarką, kłusownictwem i innymi formami szkodnictwa. Założone przez Włodzimierza Dzieduszyckiego w 1876 Galicyjskie Towarzystwo Łowieckie w swoim statucie ujęło w ramy prawne, te wszystkie zasady. W krótkim czasie powstały koła terenowe obejmujące swym zasięgiem całą Galicję. Dziesiątego stycznia 1879 roku wyszedł pierwszy numer „Łowca”. Redaktorem naczelnym był Józef Łoziński. Od pierwszego numeru na łamach tego periodyku ukazywały się artykuły niezwykle profesjonalnych, cieszących się wielkim autorytetem autorów, jak choćby Kazimierza Wodzickiego czy Leopolda Starzeńskiego. Dla powstania współczesnego modelu myślistwa wielkie zasługi poczyniło inne działające w tym samym czasie lwowskie bractwo. Było to Towarzystwo Myśliwskie im Św. Huberta. Wydany przez tę organizację „Przewodnik” to kompleksowy zbiór praw i zasad, kultywujący nowoczesne zasady zagospodarowania łowisk, metody prawidłowej selekcji i dbałości o optymalne warunki bytowania zwierzyny, zachowania równowagi ekologicznej oraz propagujący zasady etyki i zachowania obyczaju.
Tak to snujemy sobie nasze rozważania wiosenne na temat zmian, jakie w ciągu minionych stuleci zaszły w polskich kniejach. Czas jednak wyciągnąć jakieś wnioski, wszak lada moment zmrok zacznie zapadać i trzeba będzie zakończyć to wieczorne dumanie upajając się koncertem, jakim za chwilkę uraczą nas nasi skrzydlaci przyjaciele, wspaniałym śpiewem żegnający kończący się dzień. Jak by nie patrzeć, myśliwskie rzemiosło zawsze związane było ze stanem rycerskim czy szlacheckim. Legendarny założyciel państwa Lech, zbłądziwszy na łowach trafił na gniazdo orła i od tego momentu podobno zaczęła się nasza świadomość narodowa. Królewskie łowy dostarczyły mięsiwa niezbędnego do zaopatrzenia zwycięskiej armii Władysława Jagiełły podążającej na pola Grunwaldu. Zaopatrzeni w myśliwską broń szli młodzi patrioci do powstania listopadowego i styczniowego. Dzisiaj patriotyzm nie wymaga od nas już takich poświęceń. Nie musimy już uprawiając nasze pasje wdrażać się w sztuce rycerskiej. Obecne czasy niosą zupełnie inne zagrożenia niż pięćset czy tysiąc lat temu. Słupów granicznych ani dziki Tatar ani przebiegły Wiking zwalać nie zamierza. Istotą współczesnego patriotyzmu jawi mi się zachowanie dla potomnych widoku ciągnącej beskidzkimi łąkami chmary majestatycznych karpackich jeleni, uchronienie i rozmnożenie ginących na naszych oczach kozic, świstaków, rysi, niedźwiedzi, cietrzewi, głuszców, kuropatw. Marzy mi się tak powszechny w moim dzieciństwie a tak rzadki obecnie wieczorny koncert kumkających żab. Dzisiaj musimy walczyć z bezdusznością wypalaczy traw, niszczącymi w swoim barbarzyństwie cały ekosystem, głupotą eko- terrorystów, która swoimi bezmyślnymi działaniami doprowadziła do nadmiernego rozmnożenia lisa, a co za tym idzie ginięcia wielu gatunków drobnych zwierząt.  Chciałbym dożyć chwili, kiedy zabiorę moje przyszłe wnuki do lasu – żywego lasu
Darz Bór

Tadeusz Gajewski
Foto: PP
 

 
  stronę odwiedziło już 33982 odwiedzający (76161 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=