Tadeusz Gajewski
  Ogary poszły w las
 
Pojedziemy na łów…
 
Ogary poszły w las
 
Kiedy przed laty zaczynałem swoją przygodę z łowiectwem, niełatwo można było spotkać na polowaniu rasowego, dobrze ułożonego psa z myśliwskim rodowodem. Trudno jednoznacznie orzec jakie były tego przyczyny. Wszystkiego nie można zwalać na sto lat zaborów i okupację hitlerowską oraz powojenną biedę. Zapewne te czynniki miały duży wpływ na ten stan rzeczy. Tak więc najczęściej spotykane były różne kundelki, mniej lub bardziej przyuczone do łowieckiego rzemiosła. Dzisiaj sytuacja jest diametralnie inna, przynajmniej w krośnieńskiej „Ponowie”. Teraz honorem dla myśliwego jest nie tylko posiadanie dobrego gończego, posokowca czy legawca, ważne zaczynają być medale, oceny bardzo dobre i doskonałe, tytuły championów. Jak sięgam pamięcią wstecz, to na hubertowskich biesiadach dominowały opowieści o niebywałych, często mocno przesadzonych wyczynach czworonogów. Dzisiaj opowieści te wzbogacane są wyliczeniami arystokratycznych antenatów naszego Burka czy Reksa.
 
Pies - najwierniejszy przyjaciel człowieka. hodowcy kotów twierdzą złośliwie, że to tylko służący. Być może w wielu przypadkach to prawda, jednak nie w wypadku psa myśliwskiego. Dla nemroda jego ogar czy wyżeł to nie tylko przyjaciel, to partner, bez którego nie ma szans na skuteczne polowanie. Przed wiekami, jeżeli ktoś chciał zrobić komuś królewski podarunek, uszczęśliwiał go parą gończych lub wyszkolonym sokołem albo jastrzębiem. Wyznacznikiem pozycji społecznej szlacheckiego czy magnackiego rodu było posiadanie zasobnej psiarni.
Za panowania Piastów psiarnie z ułożonymi do polowań zwierzętami posiadali jedynie książęta. Czworonogi sprowadzano z dalekich krajów gdzie zarówno ich hodowla jak i tresura były na wysokim poziomie. Twarde prawo książęce obarczało poddanych zarówno świeckich jak i duchownych licznymi obciążeniami względem monarszych sfor. Dopiero czasy panowania na tronie krakowskim Bolesława Wstydliwego przyniosły pewne złagodzenia prawa. Wprawdzie sławny dziejopis Jan Długosz potępiał tyranię tego władcy w dziedzinie egzekwowania praw łowieckich, jednak liczne dokumenty temu przeczą. Najjaśniejszy Książę uwolnił wielebnych kanoników miechowskich z obowiązków karmienia swoich sfor podczas łowów w ich dobrach. W Roku Pańskim 1254 przewielebni biskupi krakowscy uzyskali przywilej na mocy którego musieli żywić już tylko dwóch książęcych tropicieli z psami. Dziesięć lat później uwolnił rzeźników miasta Skarzowa z obowiązku dostarczania głów bydlęcych do książęcej hodowli. Kazimierz Wielki budując swoje słynne zamki myśliwskie, lokował w nich wielkie psiarnie, tak aby zawsze podczas łowów miał pod ręką odpowiednią ilość wyszkolonych psów. Potęga Polski Jagiellonów sprawiła, że już nie tylko władcy ale i średnia a nawet drobna szlachta mogła trzymać wyspecjalizowane w polowaniach ogary czy wyżły. Niestety, pojecie psa wszechstronnego było w tych czasach nieznane. Myśliwy chcąc skutecznie polować musiał utrzymywać sporą psiarnię. Innego zwierzęcia używano do tropienia, innego do gonienia, Inny  wystawiał ptactwo a inny aportował. Każdy rodzaj polowania wymagał kilku różnych ras, odmiennie szkolonych. Do tego dochodziły znaczne koszty utrzymania odpowiednio przygotowanej służby, śledczych, szczwaczy, psiarczyków. Również zabudowania musiały spełniać wymogi hodowli. Osobne pomieszczenia były dla suk, inne dla samców. Największą popularnością cieszyły się w owych czasach rasy gończe. Do polowań na grubego zwierza a w szczególności na niedźwiedzie i wilki stosowano brytany. Była to krzyżówka doga tybetańskiego z innymi mocnymi psami. Brytany podczas łowów współpracowały ze znacznie mniejszymi buldogami.
W najbardziej znanej pieśni myśliwskiej „Pojedziemy na łów” główną rolę odgrywają charty.  Do dzisiaj laicy uważają te śmigłe zwierzaki za najbardziej myśliwskie z myśliwskich. Kiedyś tak rzeczywiście było. Tak się  jednak składa, że od dawna charty nie są używane do polowań i utraciły swój status w łowiectwie. Polowania z tymi psami w Polsce są zakazane prawnie a nawet hodowla tej grupy ras wymaga zezwolenia. Podczas gdy charty goniły zwierza, aby go dopaść i zagryźć, ogary napędzały swoje ofiary na stanowisko myśliwego uzbrojonego w łuk, kuszę czy strzelbę.
W dawnych czasach posiadanie tropowców, legawców czy gończych było wyznacznikiem zamożności. Historia dowodzi, że niejednemu szlachcicowi psy majątek zjadły. Dla nas, współczesnych myśliwych posiadanie wyżla czy posokowca jest nakazem etyki łowieckiej. Nie można pozwolić aby zraniony dzik czy zbarczony bażant pozostał w kniei lub polu. Nie ma już potrzeby aby każdy myśliwy trzymał po kilka psów. Jakkolwiek jest to zwierze stadne, przywiązane do rodziny, jednak dobrze ułożony pies myśliwski, posiadający pasję łowiecką, chętnie da się zabrać na polowanie koledze właściciela czy opiekuna. Ta cecha myśliwskich czworonogów sprawiła, że możliwa jest wspólna hodowla oraz użytkowanie przez koła łowieckie szczególnie pożądanych w łowiskach ras. We wrześniu 2001 roku, myśliwi z krośnieńskiej „Ponowy” zakupili Bertę z nad Taboru. Berta jest damą z iście arystokratycznego psiego rodu, co szybko potwierdzili kynolodzy przyznając jej szereg złotych medali na licznych wystawach oraz tytuł Championa Polski. Sława oraz zaszczyty nie przewróciły naszej arystokratce w psiej głowie. Jak przystało na posokowca bawarskiego ciężko pracowała na pełną miskę i ciepłą budę tropiąc skutecznie ranne dziki. Wykarmiła liczne potomstwo, które w większości dostali w użytkowanie myśliwi z „Ponowy”. Jej syn Ben z Krośnieńskiej Ponowy świetnie radzi sobie w kniei oraz na wystawach uzyskując bardzo dobre oceny. Teraz Berta jako nobliwa emerytka spędza szczęśliwą psią starość wraz ze swoją córką Adą w zagrodzie opiekuna Wojciecha Buczka w Chorkówce. Obie damy niecierpliwie czekają i żywiołowo reagują na każdy zatrzymujący się samochód i z wielką radością witają myśliwych, chcących je zabrać do lasu, wszak tropienie zwierza to ich cały psi żywot.


Wielkim miłośnikiem szczekających i merdających ogonami pomocników myśliwego jest sekretarz koła Wojciech Bularski. Sam pochodzi ze starej myśliwskiej rodziny z ogromnymi łowieckimi tradycjami. Jest właścicielem wspomnianego wcześniej Bena oraz niesamowicie utytułowanej suki rasy pointer o wdzięcznym imieniu Toska Wilczy Raj. Toska na wystawach krajowych i międzynarodowych uzyskała trzy oceny bardzo dobre, cztery oceny doskonałe, cztery złote medale oraz wiele innych tytułów i wyróżnień. Od 2008 roku jest Championem Polski. Świetnie sprawuje się również na konkursach psów myśliwskich. Nade wszystko jest wspaniałym, niezawodnym towarzyszem łowów na bażanty, kuropatwy, kaczki. Toskę w myśliwskim rzemiośle układał jeden z najlepszych w Polsce treserów Dariusz Spisak.
Jako, że w myślistwie tradycja jest sprawą pierwszorzędną, także hodowla polskich ras leży na sercu nemrodom z „Ponowy”. W polowaniach na dziki biorą udział hodowane przez naszych myśliwych ogary polskie oraz gończe polskie. Są to rasy legendarne, opisywane w literaturze pięknej. Dumą koła jest gończy polski Amor Dzicza Ostoja. Pies o niebywałych walorach, w 2009 roku uzyskał tytuł najlepszego w Polsce reproduktora tej rasy. Opiekunem Amora jest Marcin Socha. Jako, że Amor ma niebywałą ochotę na amory, jego potomstwo trafia licznie w ręce myśliwych naszego koła.
Gdy tak piszę o walorach myśliwskich psów, na leżącej przed biurkiem skórze z dzika leniwie wyłożył się mój stary wierny kot Klakier. Przeciągnął się dostojnie, ziewnął a jego oczy wyrażały dezaprobatę. Domyślam się co sobie ten stary drapieżnik myślał: „chwal sobie te wszystkie Brysie, ciekawe kto ci wyłapie myszy na jesieni, gdy zaczną masowo atakować obejście, to ja jestem najlepszym łowcą i nikt mnie do tego przyuczać nie musiał”. No, niestety, argument nie do podważenia, jednak dzika nie wytropi.
Darz Bór
Tadeusz Gajewski
 
  stronę odwiedziło już 34665 odwiedzający (77554 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=