Tadeusz Gajewski
  Królewskie łowy pod orłem i pogonią
 

 

Królewskie łowy pod orłem i pogonią
 
Był Rok Pański 1429. Osobliwy czas to był. Wszelkie znaki na niebie i ziemi pożogę i krew zwiastowały, złe wróżby niosąc dla chrześcijańskiego świata.
 W miastach i grodach strach na lud pobożny padł, albowiem umyślni postrzegacze, takoż i kupcy wędrowni o wielkiej nawale tureckiej, do pochodu na kraje zachodu się szykującej, wieści złowróżbne przynosili.
Takoż co by w porę niebezpieczeństwu od bezbożnego pohańca zaradzić, Cesarz Zygmunt Luksemburski wielką koalicyję możnych władców do Łucka na zjazd zwołał.
Zatem zjeżdżać poczęli na Wołyń, w kraj puszcz niedostępnych królowie i książęta z dworami licznemi, wyekwipowani w służbę nieprzebraną.
 Zawitali w prastarym grodzie nad Styrem pośród innych władców: król duński, wielki książę moskiewski, chan perokopski, chan zawołski, hospodar wołoski, wielcy mistrzowie Prus, takoż i Inflantów, cała rzesza królewiąt i książąt, kanclerzy, hetmanów.
 Ciężko rozumem pojąć jak wielkie starania gospodarze zjazdu czynili aby te wielotysięczne rzesze starym obyczajem, w Koronie i Litwie odwiecznie uznanym, w jadło wszelakie i napitki godne zaaprowidować.
 Miłościwie panujący Król Władysław wraz z wielkim księciem Witoldem łowy w puszczy zaordynowali jakich świat chrześcijański po dni owe nie zaznał . Padało każdego dnia od oszczepów myśliwców królewskich i książęcych po sto żubrów mocarnych, sto łosi dostojnych, takoż i dzików i wszelkiego zwierza w puszczy litewskiej zamieszkującego. A że żarłoczność możnych jako i dworskiej służby umiaru nie miała, pod topór rzeźniczy po siedemset wołów szło i po tysiąc czterysta baranów. Wielki splendor czyniły naszym władcom owe łowy i uczty. Panowie z krain obcych jako i sam cesarz zamożności gospodarzy nadziwić się nie mogli.
 A wszystko to dzięki podpisanym w Roku Pańskim 1401 aktom Unii Wileńsko – Radomskiej, które połączyły nieprzemierzone i nietknięte toporem ni ogniem ostępy puszcz litewskich, mazowieckich, poleskich, żmudzkich,  ruskich, inflandzkich . Takich połaci leśnych i tak w zwierza bogatych, żaden inny władca chrześcijański w owych czasach pod władaniem swoim nie miał, jak miłościwie pod znakami Orła Białego i Pogoni panowanie sprawujący, Król Polski Władysław Jagiełło wraz ze stryjecznym bratem, Wielkim Księciem Litewskim Witoldem.
 Zasobność w zwierza wszelakiego królewskich łowisk tak wielką była, że zaopatrzenie ogromnej armii  zdolnej pokonać pod Grunwaldem największą ówczesną potęgę militarną jaką był Zakon Najświętszej Marii Panny, zasilony kwiatem europejskiego rycerstwa, nie stanowiło problemu dla łowczych królewskich. Przeto od jesieni Roku Pańskiego 1409 do wiosny 1410 czyniono  łowy w puszczy grodzieńskiej, białowieskiej, w ziemi sochaczewskiej. Niezliczone ilości tusz turów, żubrów, niedźwiedzi, łosi, jeleni, dzików jako i innego zwierza, wędzono, solono i w dębowych beczkach Narwią i Wisłą do Płocka spławiano, gdzie w królewskich składach wyprawy wojennej czekały..
Miłościwy król Władysław w swojej dobroci i miłości do stanu rycerskiego, przywileje  nowe ustanawiał i liczne zakazy poprzedników swoich cofał.
Takoż i ludowi ubogiemu prawa chroniące dobytek i uprawy ustanawiał, nakazując nie czynić szkód w zasiewach. Przeto od dnia Św. Wojciecha do żniw, polować na gruncie cudzym pod karą dwóch grzywien było zabronione.
 Władca nasz w Roku Pańskim 1420 statut warecki ustanowił i w trzy lata później statut krakowski, aby prawa chroniące uprawy wszelakie, moc pisaną miały.
 Nie był król Władysław w przepychu i wygodach rozmiłowany. Wielce cenił sobie trudy prostego bytowania.  Najchętniej na łowy w dzikie ostępy się udawał i w prostych szałasach, prymitywnych dworkach wygód pozbawionych, najłacniej przebywał. Nie stronił jednakowoż od wielkich rezydencji, przy których osobliwe zwierzyńce zakładał. Nowy to obyczaj był aby wokół zamków myśliwskich wielkie obszary zasiekami grodzić, kanały wodne kopać i w terenach owych ostoję grubej zwierzyny czynić. Nabożną dbałością król owe zwierzyńce otoczył, łowów  w nich zaniechał, jeno selekcję zwierza czynił, aby zwierzyńce owe możliwość spokojnego i zdrowego mnożenia się dawały. Obyczaj ten miłościwy monarcha panom możnym w Koronie jak i na Litwie zaszczepił, przeto za punkt honoru jęli panowie własne zwierzyńce w dobrach swoich sposobić.
Jako, że Jagiełło bytność w puszczy nad pielesze wawelskie przedkładał, by obowiązków swoich monarszych  w zaniedbaniu nie ostawić, w zamku myśliwskim w niepołomickiej puszczy statystów wszelakich i posłów zagranicznych w łaskawości swojej wysłuchiwał, spory poddanych rozsądzał.
Takoż życie króla Władysława Jagiełły z puszczą i zwierzem wszelakim związane było, tak też i odejście w zaświaty, następstwem afektu do przyrody się stało. Otóż znużony obradami sejmu, na Ruś się udawał, by od wojewody wołoskiego Stefana hołd należny odebrać. Zwabiony słowiczymi trelami w lasach Medyki popas dał. Zasłuchał się  nasz władca w cudowne słowicze pienia, za nic chłody nocy mając. Zaziębiwszy się przeto, ducha Bogu oddał. Starym obyczajem służba królewska ukochanym sokołom króla wolność wróciła.
Najstarszy syn Jagiełły, Władysław III, przez potomnych Warneńczykiem przezwany, nijak się w ojca swego nie wdał. Zamiłowania do łowów wielkiego nie okazywał i szczęścia w myśliwskim rzemiośle nie miał. Jak opisywali dziejopisarze, złe znaki król podczas łowów otrzymał, ukazujące rychły i tragiczny koniec jego panowania.
Wielce korzystne dla zwierza dzikiego w lasach, takoż puszczach i bagniskach Królestwa i Litwy bytującego były czasy panowania Kazimierza Jagiellończyka. Pomimo iż władca ów w zamiłowaniu do łowów swego wielkiego ojca wyprzedził, jednak on to pierwszy prawa zwierzynie nadawać począł, ochroną swoją jął zwierza dzikiego otaczać,  okresy zakazujące łowów na czas mnożenia ustanawiał. A wszystko za sprawą idącej z krajów obcych próżności, nakazującej możnym w stroje cudaczne się odziewać, skórami delikatnymi odzienie podbijać i przystrajać. Tak moda owa ludziom w łepetynach poprzewracała, że nawet mieszczki za sobolowymi i bobrzymi futrami rozglądać się jęły. Czapy i kołnierze z kunich futer przysposabiały.
 Otoczył tedy opieką miłościwy król gony bobrowe i nad wszelkim zwierzem futerkowym baczenie swoje roztoczył.
Aleksander Jagiellończyk najbardziej w łowach z sokołami był rozmiłowany. Wraz z żoną swoją królową Heleną, która po ojcu swoim Iwanie Groźnym afekt do ptasiego myślistwa odziedziczyła, namiętnie upodobaniu temu się oddawali.
Zygmunt Pierwszy zwany Starym niczym w zamiłowaniu do łowów od przodków swoich nie odbiegał, jednak osobliwością była jego żona, królowa Bona Sforza. Władczyni owa od dzieciństwa spędzonego na neapolitańskim dworze myślistwem się parała. Posiadała rozległa wiedzę przyrodniczą. To za jej staraniem ustanowiona została ustawa o ochronie lasów i łowiectwa.
Dziejopis Marcin Bielski opisał tragiczną w skutkach przygodę królowej podczas łowów. Miłościwy król schwytawszy w puszczy litewskiej ogromnego niedźwiedzia, ponad obyczaj ówczesny potężnego i groźnego, do zamku w Niepołomicach w klatce żywego go przywiódł. W otoczony matnią rewir zwierza puszczono, a ten przedarłszy się przez łowców ku królowej ruszył. Krajczy koronny Tarło przeciw zwierzowi z oszczepem stanął, jednak pobity okrutnie, ledwie z życiem uszedł. Koń  królowej spłoszywszy się,  panią swoją zrzucił,  a że była brzemienną , poroniła syna.
 Ponoć król trefnisia swojego Stańczyka ostro zrugał, że pierwszy przed zwierzem rejterował miast pani swojej bronić i jako błazen a nie rycerz się zachował. Na to ponoć Stańczyk odrzekł, że większym błaznem ten, kto mając niedźwiedzia w skrzyni, puszcza go na własną szkodę.
Ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August, zaszywszy się w puszczy litewskiej wraz z e swoją wybranka serca Barbarą Radziwiłłówną,  we wszelakich łowach się lubował. Zaiste renesansowym władcą był , posiadał staranne wykształcenie i znacznie prawo łowieckie zmodyfikował. Złagodził drakońskie kary nałożone na poddanych przez swoich poprzedników i dozwolił chłopstwu polowań na drobnego zwierza. Surowo jednak zabronił trzebienia bezmyślnego nawet szkodników i nakazał bezwzględnego przestrzegania okresów ochronnych.
 
       Takich polowań jak za panowania dynastii Jagiellonów nigdy w dziejach Europy nie było ani wcześniej ani później. W przepastnych archiwach europejskich dworów roi się od opisów jagiellońskich łowów zadziwiających swoim rozmachem najpotężniejszych władców ówczesnego świata. Jest to świadectwem niesamowitej potęgi Rzeczypospolitej, o czym z nabożną czcią pamięci rycerskim przodkom naszym należną, opisał sługa uniżony Waszych Czytelniczych Mości, skryba skromny Koła Łowieckiego PONOWA z Królewskiego Wolnego Miasta Krosna
Tadeusz Gajewski.
 
 
 
  stronę odwiedziło już 33983 odwiedzający (76204 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=