Tadeusz Gajewski
  List Niejadka Kociejajskiego do polityków
 
Jaśnie Oświeceni Państwo Politycy.

My, chłopy spod sklepu w Korczynie pytomy jak żyć? No bo chłopom we wsi od tej polityki to się dokumentnie pokićkało. Choćby taki Łysy Krzyśko, stolarz był jak się patrzy, robota mu się w rękach paliła a teraz ino o Zielonej Wyspie gada, żeby to jeszcze po pijaku, ale nie, on teraz Europejczyk jest, gorzały do gęby nie bierze. Onegdaj on do tyj Irlandii pojechał grosza zarobić i jak wrócił to normalny był. Bimbru się napił, pierogi skwarkami krasił, wagę swoją miał, jak to chłop. Tera jak mu premier we łbie namieszał, że tu będzie druga Irlandia, znaczy Zielona Wyspa, to on trawę źre, pokrzywy, i takie tam, na rowerze jeździ i na bimber nawet nie popatrzy. Cosik mi się zdaje, że on jak był strażakiem, to warty trzymał w kościele przy Grobie Pańskim i nasłuchał się tych psalmów o zielonych pastwiskach i se to skojarzył z tom Zielonom Wyspom i odbiło chłopu.
 Inne chłopy nie lepsze. Stały my jak zawsze pod sklepem i gadali my sobie o tym i o tamtym, znaczy o niczym szczególnie, a tu od „Biedronki” idzie Stasiek. Podszedł i gada do nas: jó napot kívánok. Zatkało nas dokumentnie. Co ty Stasiek gadasz? A on, że to dzień dobry, ino po węgiersku. Zanim my cuś rzekli wyjon zza pasa wino i prawi: napijeta się furminta? Już my mieli mu w kantar dać a on dalej swoje: to wino jest, węgierskie, z Tokaju znaczy. Odbił korek upił łyka czy dwa i podaje dalej a przy tym gada:  egészségére… Tego my już nie zdzierżyli i dostał co mu się należało. Stasiek się zbiesił i drze ryja, że my nie Prawdziwe Polaki i nie katoliki jak się patrzy, bo my sobie słów pana prezesa Kaczyńskiego do serca nie wzięni, że teraz tu Węgry będą. Wtedy stało się cuś niesamowitego, Franuś, co my zawsze na niego lewy Franuś mówili, bo zawsze SLD popierał, jeszcze raz Staśkowi w kantar zdzielił i falsecikiem jakby mu kto nabiał odjon zaśpiewał: Aux armes citoyens,
Formez vos bataillons. Marchons! Marchons! Qu'un sang impur Abreuve nos sillons. No.. Tego to już jak na jeden dzień za wiele. Żeby na wiosce „Marsyliankę” śpiewać? Popatrzyli my na siebie podejrzliwie. Józik rozglądnął się po wszystkich i tak prawi: Jak mi któren teraz po japońsku zagada, to jak mi Bóg miły sepuku mu zrobie dziadkowym sierpem! Jaśko zbladł i cichutko wyszeptał: ja to już pana Wałęsy nie bardzo lubię. Odetchnęli my z ulgą.
No i stali my a jakoś gadać się nie chciało, a tu gościńcem wali Cesia, ciągnie dwukółkę całą załadowaną mąką, kaszą, cukrem i inszym żarciem. No to my do niej: co jest Cesiu? Na wojne zapasy robisz? Ta jak się wziena pod boki i dawaj trajkotać, A wy cheluśniki bezbożne, jak byśta zamiast pod sklepem stać czasem do Ojców Kapucynów do Krosna się wybrali, to byśta wiedzieli, że bolszewiki nam wojnę wypowiedzieli, sam pan poseł Macierewicz to rzekł a pan Babinetz i Piotrowicz przytakiwali. No to koniec świata. Na trzeźwo tego nie przetrawi. Poszli my zatem do Kazi co ukraińską wódkę tanio ma, żeby temat rozebrać. Stukamy w okienko i nic. Stukamy wtóry raz a Kazia się drze, że wódki nie ma. Co jest? Zawsze miała… Kazi chłop wyszedł do nas i gada, że wódki nie ma bo jest bojkot i nikt kto prawa człowieka szanuje już po wódke nie pojedzie.
No i jak żyć? Cosi mi się widzi, że rzyć to komuś skopać się należy!
Ostańcie z Bogiem
Niejadek Kociejajski.
 
  stronę odwiedziło już 33032 odwiedzający (74486 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=