Tadeusz Gajewski
  Scientia nulla res praestantior
 
Scientia nulla  res  praestantior
 
 
Odpoczywając w staromiejskiej scenerii krośnieńskiego rynku nie sposób nie zauważyć z roku na rok powiększającej się liczby  studentów. Jeszcze kilka lat temu to miejsce świeciło pustkami, co zdolniejsi lub zamożniejsi absolwenci zdobywali wiedzę w wielkich ośrodkach akademickich, a po krośnieńskiej starówce snuły się nieliczne grupki starszych ludzi. Teraz wystarczy odrobinę dobrej pogody a każda ławka, każdy stolik w piwnych ogródkach oblegany jest przez dźwigających pod pachą skrypty okularników i okularnice.

In vino veritas (prawda tkwi w winie) jak głosi stara łacińska maksyma. Znawcy wiedzą, że wino najlepiej smakuje tam gdzie dojrzewało. Krośnieńskie piwnice, będące przed wiekami miejscem składowania węgierskiego wina, wydają się najlepszym miejscem, aby łyknąwszy tego szlachetnego trunku zastanowić się nad prawdą fenomenu krośnieńskiej oświaty, poszukać związków i analogii historycznych, łączących dzień dzisiejszy z „mrokami”(?) średniowiecza.
Zejdźmy zatem do lochów ukrytych pod krośnieńskimi podcieniami, gdzie murowane z karpackich piaskowców sklepienia cichym szeptem wspominają świetność i potęgę „Pardva Cracovia” . Napis przy wejściu brzmi tyleż zachęcająco  co tajemniczo:„Marhaba”, co w przekładzie z arabskiego znaczy ni mniej ni więcej, tylko „witajcie”. Czyżby wyznawcy Allacha opanowali Królewskie Wolne Miasto? Wejdźmy do środka, by starodawnym obyczajem od progu zakrzyknąć: Karczmarzu! Nalej węgierskiego i jadło szykuj a dziewek po kątach nie chowaj. Z za bufetu wychodzi, tak na oko dwumetrowy ciemnoskóry przystojniak o egzotycznym imieniu Osama, absolwent Politechniki  Rzeszowskiej, rodowity Sudańczyk. Analogia do początków krośnieńskiego grodu wydaje się oczywista, wszak piętnasto, szesnasto i siedemnastowieczni mieszkańcy to obok Polaków Niemcy, Szkoci, Węgrzy, Rusini, Żydzi i czort wie kto jeszcze. Po wylewnym przywitaniu się z moim przyjacielem restauratorem rozglądam się po sali, z kąta macha mi na przywitanie Georg, rodowity Turek, przy bufecie siedzi grupka studentów PWSZ,  towarzystwo jak z wieży Babel: Grek, Hiszpan, Węgier i Turek.
Z za pleców dobiega mnie znajomy głos z teksańskim akcentem : „Hello Tadeusz, how are you?” Przy suto zastawionym stoliku   wykładowcy z Collegium Pigonianum : Amerykanin Jack Lala, oraz ze swoistym znakiem rozpoznawczym, czyli długim wonnym cygarem i kieliszkiem czerwonego wina, Wiedeńczyk,   prof. dr hab. Fritz Konig. Nie pozostaje nic innego, tylko posilić się w tym zacnym międzynarodowym towarzystwie przed czekającym nas spacerem w czasie i przestrzeni po meandrach krośnieńskiej oświaty.
Opuszczając przesiąknięte historią lochy zderzam się w drzwiach z doc. dr hab. Władysławem Witaliszem, prorektorem PWSZ a zarazem adiunktem w Instytucie Filologii Angielskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zadziwiające, dzisiaj wykładowcy Akademii Krakowskiej przyjeżdżają pracować w krośnieńskiej uczelni, odwrotnie niż kilkaset lat temu.


Cofnijmy się więc do przełomu czternastego i piętnastego wieku. Wtedy to w krakowskiej uczelni wykładał Piotr z Krosna, doktor dekretów oraz Augustyn Clause, a także Andrzej z Krosna. Bardzo znanym profesorem Akademii Krakowskiej  był doktor dekretów, Michał z Krosna. Jednak największą sławę zdobył syn Jana, prokonsula krośnieńskiego, rajcy naszego grodu, potomek patrycjuszowskiego rodu Proczlerów – Paulus Crosnensis Ruthenus, znany współcześnie jako Paweł z Krosna. Wykładał literaturę klasyczną, był wybitnym znawcą dzieł Owidiusza, Klaudiana, Wergiliusza, Seneki, Plauta, Lukrecjusza, Lukana i Persiusza.  Zostawił po sobie cztery tysiące wierszy, Działalność naukową oraz literacką prowadził również na Węgrzech oraz w Austrii. Paweł pierwsze nauki pobierał w szkole parafialnej w Krośnie. Dokładnie nie wiadomo kiedy ta szkoła w naszym grodzie powstała. Wszystko wskazuje jednak na to, iż  funkcjonowała od początku istnienia miasta. Opierając się na autorytecie dziejopisarza krośnieńskiego, proboszcza z Szebni, księdza Władysława Sarny  „skoro w mieście zbudowano kościół, to i szkoła przy kościele powstała”. Przytacza Wielebny Proboszcz w swoim dziele - „Opis powiatu krośnieńskiego”, dekret wydany w Sanoku dnia 3 stycznia Roku Pańskiego 1442 przez komisarzy królewskich, Jana z Zagórzan i Piotra Smolnickiego, kasztelana i starosty sanockiego a sygnowany przez królową Zofię, w którym Jej Królewska Mość wyrokuje iż: „ rajcy krośnieńscy mają przedstawić proboszczowi osobę umiejętną (scientificam), a jeśli ta osoba spodoba się proboszczowi, że będzie dobra dla kościoła i dla szkoły, ma być przyjętą i ma się na tę osobę proboszcz zgodzić. Osoba ta ma być bakałarzem (nauczycielem) i notaryuszem czyli pisarzem, jak to z dawien dawna było w tym mieście utrzymywane”.  Określenie „z dawien dawna” dowodzi, że szkoła w Krośnie istniała na długo przed dekretem a najpewniej od początku istnienia miasta.  Wszystkie zapisy w archiwach sugerują wysoki poziom nauczania w szkole parafialnej. Świadczy o tym fakt iż liczba studentów z Krosna zapisana w Akademii  Krakowskiej  była znacznie wyższa niż średnia z innych miast diecezji przemyskiej. Wielu z krośnieńskich absolwentów dostąpiło wysokich godności duchownych i świeckich. Dwóch wykonywało zawód doktora medycyny, wielu było proboszczami, kanonikami. Hieronim Frycz powrócił do Krosna by objąć funkcję nauczyciela i notariusza szkoły parafialnej.
Nastał Rok Pański 1614, rok to był wielce znaczący dla rozwoju oświaty w Królewskim Wolnym Mieście. Wtedy to bowiem Jaśnie Wielmożny  pan Podkomorzy Sanocki Piotr Bal herbu Gozdawa, odrzuciwszy herezję kalwińską za sprawą świętobliwych mnichów z zakonu Jezuitów postanowił sprowadzić do Krosna tych uczonych mężów. Przeznaczył na ten cel ze swojej szkatuły piętnaście tysięcy złotych. Jaśnie Wielmożny Pan Podkomorzy Koronny Andrzej Bobola wraz ze swym bratankiem Podkomorzym Przemyskim Wojciechem Bobolą, dołożyli w swej hojności dalsze pięć tysięcy złotych, zaś mieszczanie krośnieńscy – Kwolkowicz pięć tysięcy złotych i Faktor Jego Królewskiej Mości Robert Wojciech Portius dwa i pół tysiąca złotych.
Hojnie zaopatrzeni świątobliwi ojczulkowie i bracia zaczęli swoją działalność od wypędzenia arian z zakupionego przez siebie Zarszyna i zamknięcia ariańskiej drukarni i szkoły oraz przejęcia tamtejszej parafii i urządzenia stacji misyjnej. Następnie zakupili wieś Barwinek i przejęli darowany im przez Jana Klechę dziedziczny folwark przedmiejski Guzikówkę. Do folwarku dołączyli rozległy ogród zapisany przez Pawła Rakoczego z Ternye. Gdy już jezuici zgromadzili odpowiedni kapitał, to w Roku Pańskim 1631 otworzyli pierwsze trzy klasy gramatyki. Zaczęły się wieloletnie spory z krośnieńską parafią. Księża diecezjalni obawiali się, że wraz rozwojem szkoły zakonnej upadnie parafialna. Rzeczywistość jednak okazała się inna. Obie szkoły miały się dobrze i rozwijały się uzupełniając wzajemnie. Robert Portius uczynił dla szkoły parafialnej zapis w wysokości sześciuset złotych z zaznaczeniem, aby nauczyciel był absolwentem krakowskiej akademii.

 Budowa obiektów zakonnych i szkolnych co rusz napotykała na trudności ze strony rajców. Dopiero interwencje króla Władysława IV zakończyły liczne spory. Wszystko już było na dobrej drodze, niestety  w 1638 roku pożar strawił zabudowania szkolne i klasztorne. Z pomocą przyszedł sędzia ziemski sandomierski Stanisław Zaręba. Wyłożył ów dobrodziej na potrzeby zakonu czterdzieści pięć tysięcy złotych oraz przekazał liczne wsie i folwarki w powiecie ropczyckim. Zakon w szybkim tempie zaczął się bogacić i rozwijać a wraz z nim uczelnia. W krótkim czasie przybywało zarówno księży jak i braci oraz wykładowców. Z czasem wprowadzano nowe kierunki nauczania, filozofię, teologię, nauki humanistyczne i przyrodnicze. Collegium   Jezuickie zyskało uznanie jako jedna z najznamienitszych polskich wyższych uczelni. Niestety liczne najazdy i grabieże jakie miały miejsce w osiemnastym wieku znacznie zubożyły szkołę, jednak przychylność króla Augusta III przywróciła jej świetność. Bracia prowadzili bursę dla ubogiej młodzieży, dzięki temu w Collegium mógł studiować każdy, bez względu na zasobność sakiewki.
Jako, że w młodym ciele gorąca krew, żakowie krośnieńscy temperamentem nie odbiegali od swoich kamratów w innych uczelniach. Wszczynali liczne burdy i awantury, co kończyło się niejednokrotnie interwencją grodzkiej straży i  chłostą. W latach 1681, 1769 i 1772, scholarze tak się rozochocili w awanturnictwie, że skończyło się to wydaleniem najbitniejszych studentów z uczelni. Niestety wraz z rozbiorem Polski nastąpiło z woli władz austriackich rozwiązanie zakonu jezuitów oraz likwidacja szkoły. Zakonników rozpędzono, ogromny majątek przejęła diecezja, posiadłości ziemskie zlicytowano a uzyskane pieniądze przejął austriacki skarb. W budynku Collegium otworzono państwowe gimnazjum, które po dziesięciu latach zdegradowano do poziomu szkoły trywialnej. Wiek dziewiętnasty to ciężkie lata krośnieńskiej nauki. Dopiero Autonomia Galicyjska umożliwiła starania do podźwignięcia jej z upadku.  
Rozwój przemysłu naftowego podniósł ekonomicznie miasto i cały region a co za tym idzie szkolnictwo. Kolejno powstawały liczne szkoły zawodowe, naftowa ( w Ropiance, przeniesiona do Wietrzna) rolnicza, tkacka. Po wieloletnich staraniach  otworzono w Krośnie Kolegium Nauczycielskie. Najwięcej problemów było z utworzeniem gimnazjum. Władze austriackie przez dziesięciolecia były głuche na kołatanie rajców i działaczy oświatowych, jednak z czasem i ten cel osiągnięto, w wyniku czego powstała placówka, której tradycje kontynuuje dziś jedna z najlepszych średnich szkół w Polsce – I Liceum im Mikołaja Kopernika. Jednak na powrót do Krosna wyższej uczelni musieliśmy czekać następne sto lat. Piętnastego czerwca 1999 roku, Rozporządzeniem Rady Ministrów powołana do życia została Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Krośnie. Początkowo tylko mała grupa Krośnian wierzyła w sens tej uczelni. Wręcz kpiono z tego pomysłu a nawet wyrażano się z pogardą . Minęło dziesięć lat i mało kto odważy się przyznać do ówczesnych sądów. Uczelnia się rozrosła, przybyło kierunków nauczania a w rankingach uplasowała się w ścisłej krajowej czołówce szkół typu PWSZ. W pięknie odrestaurowanym gmachu Collegium Jezuickiego przy ulicy Kazimierza Wielkiego znowu jak przed wiekami roi się od żądnych wiedzy żaków a snujące się wśród grubych murów duchy dawnych bakałarzy, doktorów i profesorów, Kazimierza Wieruszewskiego, Józefa Gostkowskiego, Faustyna Grodzickiego sprawują opiekę nad studiującymi scholarami. Scientia nulla  res  praestantior – Nie ma nic cenniejszego od wiedzy.
 
 
Tadeusz Gajewski
 
  stronę odwiedziło już 32416 odwiedzający (73079 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=